Rozdział 20.

Od dwóch tygodni non stop przesiaduję w szpitalu, podobnie jak reszta przyjaciół, z tym, że gdy robi się już na prawdę późno, oni wracają do domów. Ja nie. Nie opuszczam Harrego na krok. Jestem cholernie wyczerpana. Najchętniej położyłabym się w swoim miękkim łóżeczku, okryła cieplutką kołdrą i wreszcie spokojnie zasnęła. Jednak nie mogę. Muszę tutaj przy nim być. W każdej chwili może się obudzić. Chcę wtedy być przy nim. Chcę zobaczyć jak będzie zachowywał się w stosunku do mnie. Chcę wiedzieć czy sobie wszystko przypomniał...

***

- Mia...Mia... - szeptał jakiś znajomy głos. - Obudź się, Mia.
Otworzyłam oczy, ale za chwilę z powrotem je zamknęłam. Oślepiło mnie białe światło. Było wszędzie. Otaczało mnie z każdej strony. Ukucnęłam na ziemi. Wlepiłam wzrok w podłogę, a gdy go uniosłam, światło wydało się mniej intensywne. Powoli wstałam. Rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam niczego, po za białą, niekończącą się odchłanią. Poczułam nagle czyjąś obecność. Niezwykłe zimno otoczyło moje ciało. Nie wiedziałam, co się dzieje.
- Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś? - szukałam wzrokiem osoby, która wcześniej do mnie mówiła.
- Nie poznajesz mnie, Mia? - światło się nasiliło.
- Harry...? - przede mną pojawiła się postać Harrego.
Był cały ubrany na biało. Otaczała go jakaś dziwna poświata. Jedynymi szczegółami, które wyróżniały się wśród otaczającej mnie bieli, były jego zielone oczy. To właśnie po nich go poznałam.
- Gdzie ja jestem? - ponowiłam pytanie.
- Czy to ważne? - zapytał. - Sprowadziłem Cię tutaj, bo chcę Ci coś powiedzieć. - zniknął i zmateralizował się w innym miejscu. - Jako, że nie jestem teraz w stanie, mówić do Ciebie poprzez moje ciało, będę mówił poprzez myśli. - pojawił się nagle za mną. - Myślisz, że nie wiem, co się wokół mnie dzieje, prawda? - poczułam nagle zimny powiew powietrza. - Wiem. Doskonale. Widzę jak się męczysz. - chciał mnie dotknąć, ale jego dłon przeszła przez moje ciało. - Posłuchaj mnie teraz uważnie. - pojawił się przede mną.
Teraz dokładnie widziałam jego twarz. Uśmiechał się do mnie i patrzył na mnie tym wzrokiem, który zawsze przeszywa mnie na wylot. Jego ciało natomiast było zniekształcone. Było widać ręce i tułów, ale nogi były rozmazane. Miałam wrażenie, że unosi się nade mną.
- Kocham Cię, Mia. Bez względu na wszystko. Nigdy Cię nie opuszczę, rozumiesz? Nigdy. To czy odzyskam pamięć, czy nie...to nie jest istotne. Ty zawsze byłaś dla mnie ważna. To się nie zmieni. - jego twarz zaczęła się do mnie przybliżać. - Nie mogłem patrzeć na to, jak cierpisz. Dlatego sprowadziłem Cię tutaj. - uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę dłoń. 
Chciałam go za nią złapać, ale niestety, moje ciało przeniknęło przez niego. Posmutniałam.
- Uśmiechnij się. Wszystko będzie dobrze. Nie musisz się już martwić. 
- Ale...
- Proszę. Uwierz mi. - moje ciało otoczyło dziwne ciepło. 
Postać Harrego zaczęła się oddalać.
- Zaczekaj! - krzyknęłam. - Skąd mam wiedzieć, że po przebudzeniu...nie zostawisz mnie?
- Nie zostawię. Daję Ci moje słowo. Nosisz w sobie cząstkę mnie...
- Cząstkę Ciebie? 
- Niedługo zrozumiesz... - oddalał się coraz bardziej.
- Nie zostawiaj mnie...

***

- Mia! Obudź się! - usłyszałam znajomy głos i poczułam, że ktoś lekko mnie szturcha.
Otworzyłam leniwie jedno oko. Potem drugie. Byłam w szpitalu. Odruchowo spojrzałam w stronę łóżka Harrego. Wciąż był nieprzytomny. 
- Nie możesz cały czas przebywać w tym szpitalu. Musisz wrócić do domu i odpocząć. Będę tu czuwał za Ciebie i od razu dam Ci znać, gdyby się przebudził. Obiecuję. - Liam usiadł obok mnie i czule pogładził mnie po plecach.
- Ni-
- Nawet nie próbuj zaprzeczać. - zatkał mi usta. - Louis i Cornelia czekają na zewnątrz. Wracasz z nimi do domu i bez dyskusji. - chwycił moją kurtkę i pociągnął mnie w stronę wyjścia z sali, w której leżał Harry.
Nie byłam nawet w stanie mu się postawić. Byłam na prawdę zmęczona. Ledwo trzymałam się na nogach. Ostatni raz jeszcze, spojrzałam na bladą twarz Harrego i zostałam zaciągnięta przez Liama do windy. Zjechaliśmy na dół, gdzie czekali już Lou i Cornelia. Przyjaciółka podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Pomogła mi dojść do samochodu. Usiadłam na tylnych siedzeniach i pomachałam Liamowi na pożegnanie. Odjechaliśmy. Patrzałam jak za mną znika szpital...
Wgapiałam się w okno. Padał deszcz. Krople wody powoli spływały po szybach. Warunki do jazdy nie były najlepsze. 
Do mojej głowy powrócił nagle obraz z tego dziwnego snu. Poczułam przeszywający ból. Syknęłam cicho i wzięłam głęboki oddech. Próbowałam przypomnieć go sobie do końca i poskładać w jakąś całość. Niestety im wiecej sobie przypominałam, tym bardziej zaczynała boleć mnie głowa. W pewnym momencie ten ból, był już nie do zniesienia. Jakby ktoś bardzo chciał, żebym jednak zapomniała o tym śnie...
Wiedziałam, że było w nim coś ważnego. Czułam to, dlatego tak bardzo starałam się sobie przypomnieć. Jednak na próżno.
Dotarliśmy pod dom Stylesów. Lou i Corn chcieli ze mną zostać i dotrzymać mi towarzystwa. To miło z ich strony, ale odmówiłam. Chciałam teraz pobyć trochę sama. Zrozumieli.
W domu nikogo nie było. Widocznie pani Styles znów zabrała moją mamę do swojej pracy. Mama jak na razie tylko tam dorabia. Nie dostała tam stałej posady. Szuka pracy, ale jest jej ciężko. Żyjemy na łasce Anne. Gdyby nie ta kobieta, to nie wiem co by z nami było. Mimo wszystko mam nadzieję, że moja mama w końcu znajdzie jakąś dobrą pracę, doproadzimy nasze mieszkanie do porządku i będziemy znów żyć tak jak dawniej. W tym domu jest na prawdę cudownie i uwielbiałam budzić się i zasypiać u boku Harrego...jednak nie ma to jak swoje własne gniazdko.
Zaszyłam się w pokoju, który dzielę z Harrym. Położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa na kolana i zaczęłam przeglądać portale społecznościowe i inne strony, które reguralnie odwiedzam. Zalogowałam się na twittera. Większość osób, które obserwowałam, nie znałam osobiście. Dzieliliśmy po prostu wspólne zainteresowania i takim sposobem się poznawaliśmy. Zauważyłam na moim timeline kilka wiadomości, dotyczących tego, że zbliża się pierwszy odcinek x-factora, że nie mogą się go doczekać i że chcą zobaczyć w akcji niejaki zespół: One Direction. - Widzę, że mają pierwszych fanów. - powiedziałam do siebie po cichu i zaśmiałam się. 
Dodałam kilka tweetów, zaaktualizowałam swoje zdjęcie profilowe na facebooku i wyłączyłam laptopa. Odłożyłam go na biurko i wróciłam na łóżko. Nagle gorzej się poczułam. Zakręciło mi się w głowie i zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do łazienki. Niestety nie zdążyłam do niej dobiec. Zwymiotowałam na podłogę. To nie był pierwszy raz, gdy ni stąd ni zowąd pojawiały się u mnie nudności. Zaczęło mnie to poważnie zastanawiać. Postanowiłam, że chyba będę musiała udać się do lekarza. 
Posprzątałam swoje wymiociny i zdecydowałam, że spróbuję pospać chociaż kilka godzin. Ułożyłam się wygodnie i nakryłam się kołdrą. Byłam na prawdę wykończona. Niestety nie dałam rady zasnąć. Przewracałam się z boku na bok. Układałam się w najróżniejszych i najbardziej wymyslnych pozycjach. Milion razy zmieniałam położenie mojej poduszki. I nic. Nie zmróżyłam oka. 

*4 dni później*
Obudził mnie dźwięk nadchodzącego sms-a. Poderwałam się na proste nogi i odszukałam w torebce moją komórkę. 
/Tak jak obiecałem, informuję Cię, iż Harry się przebudził. Nie musisz tu przyjeżdżać. Masz wypoczywać. Zostanę tu z nim./ ~ Liam.
Moje oczy momentalnie napełniły się łzami. Tym razem nie smutku, a wielkiego szczęścia, że po ponad dwóch tygodniach, wreszcie się przebudził. Zbiegłam na dół najszybciej jak potrafiłam, założyłam pierwsze lepsze buty, narzuciłam na siebie bluzę i wyszłam z domu. Złapałam taksówkę i pojechałam oczywiście do szpitala.
Dotarłam na miejsce. Wysiadłam z pojazdu i stanęłam przed ogromnym szpitalnym budynkiem. Poszułam, jak kolana mi miękną, a serce wali jak oszalałe. Pokierowałam się w stronę drzwi. Niepewnie weszłam do środka. Nacisnęłam guzik i czekałam na windę. Minuty niesamowicie mi się dłużyły. Chciałam już być przy nim. Winda dotarła. Ze wszystkich stron, były w niej lustra. Korzystając z okazji, zaczęłam się przeglądać. Wyglądałam na prawdę fatalnie. Worki pod oczami, zero makijażu, nie do końca uczesane włosy, w ogóle nie pasujące do siebie ciuchy. Harry się przestraszy, gdy mnie zobaczy, ale chyba nie mój wygląd jest teraz najważniejszy. 
Dotarłam na 3 piętro. Pokierowałam się do sali numer 666. Stanęłam przed drzwiami. Chwyciłam niepewnie klamkę. W tym momencie zawachałam się, czy wchodzić do środka czy nie. Wzięłam głęboki oddech i lekko uchyliłam drzwi. Wślizgnęłam się do środka. 
Harry siedział. Jedna z pielęgniarek pomagała mu napić się wody, druga zmieniała mu kroplówkę, a trzecia pościel. Liam siedział z boku i trzymał swojego przyjaciela za rękę. 
Na palcach pokierowałam się w ich stronę. Nawet mnie nie zauważyli. Odchrząknęłam.
- Mia! - Liam zauważył mnie. - Miałaś odpoczywać! - wstał i ruszył w moją stronę.
- Musiałam tu przyjechać... - wydyszałam. - Jak on się czuje? Wróciła mu pamięć? - mówiłam szeptem i miałam nadzieję, że odpowie mi, że sobie nie przypomniał.
- Porozmawiaj z nim. - puścił mi oczko i popchnął mnie w jego stronę, a sam wyszedł z pomieszczenia.
Pielęgniarki od razu zrozumiały, że chcemy mieć chwile dla siebie i również opuściły salę. Usiadłam na miejscu, które wcześniej zajmował Liam. Wgapiałam się w zmęczoną i bladą twarz Harrego. Złapałam z nim kontakt wzrokowy. Wpatrywaliśmy się w siebie, ale żadno z nas jakoś nie bardzo wiedziało jak podjąć rozmowę.
Nagle Harry złapał mnie za rękę. Poczułam przeszywający ból, który rozlał się po całym moim ciele. Puściłam jego dłoń i złapałam się za głowę.
- Mia, coś nie tak? - zapytał słabym głosem.
W mojej głowie zaczęły nagle po kolei pojawiać się sceny z tamtego snu. Ból rozrywał moją głowę. Przez chwilę straciłam świadomość. Mój mózg zwariował, a zmysły oszalały. Nie potrafię opisać tego, co wtedy czułam. 
I wtedy...wszystko sobie przypomniałam. Każdy szczegół tego snu nagle był jakiś taki dziwnie wyraźny. Pamiętałam każde słowo, które Harry do mnie w nim wypowiedział. Ból ustąpił.
- Mia... - wyszeptał.
- Wybacz. Jestem zmęczona. - otarłam pot spływający po moim czole.
- Nie powinnaś się tak przemęczać. Wracaj do domu. Możemy porozmawiać później...
- Nie. Zbyt długo się męczyłam i żyłam w niepewności. - mówiłam stanowczym tonem. - Masz mi coś do powiedzenia?
- Ja...wszystko już pamiętam...
Poczułam jak w moim gardle tworzy się gula, a oczy wypełniają się łzami. To były słowa, których tak bardzo nie chciałam usłyszeć. Dałabym wszystko, żeby ich nie usłyszeć...
- Rozumiem...więc chyba nic tu po mnie. - wydukałam i podniosłam się z miejsca.
- Nie! Zaczekaj! - chwycił mnie za nadgarstek i ostatkiem sił pociągnął w swoją stronę.
- Po co? Chcesz mnie jeszcze bardziej dobić? - mój głos drżał.
- Rozmawiałem o tym wszystkim z Liamem. Dzięki niemu przejrzałem na oczy. Pomógł mi podjąć słuszną decyzję...
- Jaką decyzję?
- Nie chcę niczego między nami zmieniać. Kocham Cię. Zawsze kochałem i zawsze będę kochać. - pogładził moją dłoń.
Uczucie, które mnie ogarnęło, było nie do opisania. Czułam wielką ulgę. Ogromny kamień, który ciążył na moim sercu przez długi czas, wreszcie z niego spadł. Miałam ochotę rzucić się na niego i wyściskać go ze wszystkich sił. Ze względu na to, że był jeszcze słaby i podłączony do tych wszystkich aparatur, nie zrobiłam tego.
- Dlaczego wyglądasz na zdziwioną? Nie pamiętasz co Ci mówiłem? "Kocham Cię. Bez względu na wszystko. Nigdy Cię nie opuszczę. Nigdy." - uśmiechnął się lekko. - Coś Ci to mówi?
Totalnie mnie zatkało. Chciałam coś powiedzieć, ale nawet nie wiedziałam co. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego sensownie brzmiącego zdania. Siedziałam z otwartą buzią i byłam po prostu w wielkim szoku. Zastanawiałam się teraz tylko nad tym, co za jebane telepatyczne zdoloności posiada ten chłopak.
Nasze posiedzenie przerwał lekarz. Powiedział, że na dzisiaj koniec odwiedzin i że skoro Harry się przebudził, to musi wykonać na nim jeszcze kilka badań. Kazał przyjść mi jutro i mówił, że póki co, stan Harrego jest dobry i nie mam się o co martwić. Pokiwałam jedynie głową na znak, że zrozumiałam, co do mnie powiedział i wyszłam z sali.
W drodze do domu, wciąż jeszcze nie ogarniałam. Cały czas zadawałam sobie pytanie "Jak to możliwe?". To było zdecydowanie najdziwniejsze, co mi się w życiu przydażyło. 
Gdy wróciłam do domu, pani Styles i moja mama, siedziały w kuchni i głośno rozmawiały. Anne, gdy mnie zobaczyła, od razu pobiegła w moją stronę i powitała mnie długim uściskiem. Zapytała czy już wiem o tym, że Harry się przebudził. Wytłumaczyłam jej, że właśnie od niego wracam i że jeśli będzie chciała to może jutro ze mną do niego pojechać. Od razu się zgodziła. Dawno nie widziałam jej takiej radosnej. Wcześniej też nie bardzo okazywała swój smutek, starała się być silna, ale było widać, że coś od środka ją gryzło. Dobrze, że już po wszystkim.
Poinformowałam resztę o tym, że Harry się przebudził i umówiłam się na jutro na mały wypad Cornelią. Musiałam z kimś porozmawiać. Rozpierało mnie niesamowite szczęście. Tak bardzo się martwiłam, że po tym jak odzyska pamięć, wszystko się zmieni, moje życie wywali się do góry nogami, nic już nie będzie takie jak przedtem...ale niepotrzebnie. Jakimś cudem wszystko dobrze się ułożyło. Może to prawda, że "prawdziwa miłość zwycięży wszystko".

Rano oczywiście pojechałam do Harrego, razem z jego i moją mamą. Nie mieliśmy zbytnio czasu, żeby porozmawiać. Anne cały czas była w pobliżu i dopieszczała swojego syna. Ja trzymałam się trochę z boku i tylko im się przyglądałam. Wyglądał na na prawdę radnosnego. Cieszyłam się widząc jak mu się polepsza. Co jakiś czas łapalismy chwilowy kontakt wzrokowy i posyłaliśmy sobie niewinne uśmiechy. Na tym się skończyło. Czas odwiedzin minął. Lekarz znów porwał Harrego na badania. Wróciliśmy do domu. Dzisiaj miałam zaplanowany wypad z Cornelią. Przebrałam się i zrobiłam sobie mocniejszy makijaż. Teraz tylko czekałam na moją przyjaciółkę, która jak zwykle pojawiła się punktualnie. Wybrałyśmy się na małe zakupy. Potem spacerowałyśmy po parku i wtedy wszystko dokładnie jej opowiedziałam. Pomijając historię z tym dziwnym snem. Uważałam, że pewnie uzna mnie za jakąś niestabilną psychicznie, gdy jej o tym opowiem. Cieszyła się razem ze mną. Na początku była przeciwna mojemu związkowi z nim, ale teraz chyba zrozumiała, że na prawdę nam na sobie zależy i na prawdę się kochamy. 
Jej związek z Lou też całkiem dobrze się układa. Gdy zaczęła mi opowiadać o ich przygodach w różnych miejscach publicznych, tylko otwierałam oczy ze zdziwienia. Nie wiedziałam, że z tego Louisa takie dzikie zwierzę. Ale, żeby robić to w restauracji? Nawet jeśli siedzieli przy stoliku gdzieś w kącie, daleko od ludzi...to czy to nie jest lekka przesada? Najwyraźniej kręcą ich takie przygody. Może kiedyś ja i Harry też spróbujemy...
Zatrzymałyśmy się w małej kawiarni. Usiadłyśmy do dwuosobowego stolika i złożyłyśmy zamówienia. Nagle dostrzegłam znajomą sylwetkę, która wchodziła właśnie do środka kawiarni. To była Maria w asyście jakiegoś nieźle napakowanego kolesia. Cornelia na jej widok zaczęła trzęść się ze złości. Zacisnęła ręce w pięści. Starałam się ją uspokoić. Nie chciałam, żeby zrobiła coś głupiego. Maria może być niebezpieczna. No, może nie sama ona...a jej znajomi. 
- No proszę. Kogo my tu mamy... - przystanęła przy naszym stoliku.
- Cześć. - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Jak tam Twój chłoptaś? - zapytała, śmiejąc się szyderczo.
- Wszystko z nim w porządku. - starałam się zachować spokój, chociaż gotowało się we mnie niesamowicie.
- Nieźle się wtedy zajarał... - znów głośno się zaśmiała.
- Ale-
- Dosyć! - Corn wtrąciła mi się w słowo. - Jeżeli szukasz przyjaciół to od razu Ci mówię, że tu ich nie znajdziesz, więc oszczęć sobie tej śmiesznej gadki i zejdź mi z oczu. - Corn starała się być opanowana, ale już nie wiele brakowało, żeby na prawdę wybuchła.
- Cornelia...Cornelia...mała, głupia Cornelia... - pogładziła ją po włosach.
- Nie dotykaj mnie! - syknęła.
- Mimo wszystko, ja Cię lubię. - wyczuwałam w jej głosie nutkę ironii. - Nie wiem czemu przestałyśmy się przyjaźnić...zawsze można to zmienić... 
- Nigdy w życiu. - Cornelia zaśmiała się głośno. - Nie potrzebuję Twojej przyjaźni. 
- Wolisz prowadzać się z Mią? - spojrzała na mnie i zmierzyła mnie wzrokiem. - Oj, nisko upadłaś...
- Nisko upadłam, zadając się z Tobą! - wrzasnęła.
- Maria, proszę...daj spokój. Idź już sobie i zostaw nas. - wtrąciłam się.
- Pytał Cię ktoś o zdanie? Tylko tu zawadzasz, więc...tam są drzwi. - wskazała ręką na drzwi.
W tym momencie już nie wtrzymałam. Ogarnęła mnie okropna złość. Za kogo ona się uważa, żeby tak się do mnie zwracać? Nie pozwolę jej na to. Może i kiedyś dałabym sobą pomiatać, ale teraz nie. Zmieniłam się.
Stanęłam na przeciwko niej. Spojrzałam jej w oczy. Zamachnęłam się i z całej siły ją spoliczkowałam. Maria była oszołomiona. Trzymała się za policzek, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. 
- Nie powinnaś tego robić... - wysyczała.
Zamachnęła się, żeby mi oddać, ale zwinnie ominęłam jej cios. Zaczęłyśmy szarpać się za włosy, za ubrania, drapać, a nawet gryźć. Cornelia próbowała nas rozdzielić, ale jej się to nie udało. Popchnęłam Marię na stolik. Wszystko, co się na nim znajdowało wylądowało na podłodze. Ludzie zebrali się wokół nas i nas dopingowali. Zaczęli nawet obstawiać, która z nas wygra. Znikąd pojawił się chłopak, który przyszedł wcześniej z Marią. Dopiero jemu udało się nas rozdzielić. Potem pojawiła się ochrona i ludzie odpowiedzialni za ten lokal. Chcieli zadzwonić na policje, ale udało nam się jakoś z nimi ugadać. Nie chciałam, żeby mnie aresztowali. Wolałam już zapłacić za wyrządzone szkody. Krucho teraz u nas z pieniędzmi, ale mam trochę oszczędności, które zbierałam na czarną godzinę, więc mam nadzieję, że wystarczą. Zostałyśmy wyrzucone z kawiarni i dostałyśmy oficjalny zakaz przychodzenia tu.
Chyba trochę mnie poniosło...czy było mi to potrzebne?
 
Witajcie, kochani! :D
Wczoraj naszła mnie wena, więc od razu postanowiłam nabazgrać jakiś rozdział. Uważam, że nie jest nawet taki zły. Bywały gorsze. ;D
Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zadawajcie je na formspringu -> http://www.formspring.me/xGuskax albo moim twitterze -> @BieberDialogues
Czekam na wasze opinię na temat rozdziału. :)
Pozdrawiam i do następnego. ♥

wtorek, 10 kwietnia 2012 201 Comments

Rozdział 19.

Harry znów leży w szpitalu. Jest w śpiączce. Na chwilę obecną lekarze nie są nam w stanie powiedzieć czy odzyskał pamięć chwilowo czy na stałe, jak będzie zachowywał się, gdy się przebudzi, czy nie powstały jakieś nowe uszkodzenia w jego mózgu od silnego upadku i dość dużej dawki środków odurzających, a przede wszystkim kiedy się obudzi. Muszą najpierw przeprowadzić na nim mnóstwo badań, a pewnie i tak nie poznają odpowiedzi na wszystkie pytania.
Jestem teraz w totalnej rozsypce. Siedzę w szpitalu i czekam na jakiekolwiek wieści na temat stanu zdrowie Harrego. Do mojej głowy powracają wcześniejsze wydarzenia. Gdy usłyszałam z jego ust to zdanie: "przecież jesteś dziewczyną Nialla" to coś we mnie pękło. Dopiero wtedy całkowicie zaczęło do mnie dochodzić, że jego częściowy brak pamięci nie będzie trwał wiecznie i że kiedyś wreszcie sobie przypomni jak to na prawdę między nami jest. A wtedy być może już nigdy nie będzie nam dane być razem...
- Jak się czujesz? - Niall usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
- Jak wrak człowieka. - schowałam twarz w dłoniach.
Zbliżał się kolejny atak płaczu.
- Wszystko będzie dobrze. - pogłaskał mnie po włosach.
- Dobrze?! - podniosłam głowę i oczami pełnymi łez spojrzałam na Nialla. - On sobie przypomniał, rozumiesz? - przetarłam łzy. - To już koniec. - zaczęłam szlochać w ramię Blondyna.
- Hej! - złapał mnie za podbródek. - Jeszcze nie wszystko stracone. - uśmiechnął się lekko. - Nie wiesz jak będzie zachowywał się, gdy się przebudzi. - otarł łzę spływającą po moim policzku.
- Spodziewam się najgorszego...
Niall nie zdążył nic mi odpowiedzieć. Poczułam odruch wymiotny i natychmiast musiałam pobiec do najbliższej ze szpitalnych łazienek. Zwymiotowałam chyba wszystko, co jadłam przez tydzień. Przetarłam usta papierem toaletowym i opadłam bezradnie po kafelkach na ziemię. Skuliłam się tuż przy kibelku i zaczęłam szlochać. Usłyszałam nagle głośne pukanie w drzwi i głos Nialla. Wypytywał się mnie jak się czuję i co mi jest, ale nic mu nie odpowiadałam. Za chwilę drzwi się otworzyły. Blondyn podniósł mnie z ziemi i mocno objął. Właśnie to mi teraz było najbardziej potrzebne. Czuć czyjeś ciepło i wsparcie.
- Nie mogę patrzeć, jak się smucisz... - wydyszał w moje ramie.
Wyszliśmy objęci z łazienki i usiedliśmy obok pomieszczenia, w którym Harry właśnie miał wykonywane badania. Była tam też reszta przyjaciół. Liam, Zayn, Lou i Cornelia.
Widząc mnie w takim stanie, od razu podbiegli do mnie, zaczęli mnie pocieszać, przytulać i mówić mnóstwo rzeczy, które rzekomo miały podnieść mnie na duchu. Ja jednak byłam tak potwornie smutna i załamana jak chyba jeszcze nigdy w życiu, więc ich słowa wcale mi nie pomagały.
Poprosiłam, żeby zostawili mnie na chwilę samą i usiadłam w kącie, na ziemi. Przyciągnęłam kolana do siebie i schowałam w nich twarz.
Kocham Harrego. Zawsze to wiedziałam. Teraz jedynie się w tym utwierdzam. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.
To był ostatni dzień wakacji. Dzień przed rozpoczęciem nauki w nowej szkole. Pamiętam jakby to było dziś...

Spokojny letni poranek. Niby dzień jak co dzień, gdyby nie to, że tego właśnie dnia miało zmienić się życie jednej, nic nie znaczącej dla świata dziewczyny.
Chciała dobrze wykorzystać ostatni dzień wakacji. Zaplanowała, że cały dzień spędzi z przyjaciółką i będą świetnie się bawić. Znały się od podstawówki. Były dla siebie jak siostry. Przeważnie przebywały tylko w swoim towarzystwie. Nie miały wielu przyjaciół. Nie przejmowały się tym jednak. Wystarczyło, że miały siebie.
W tym czasie Mia była zwykłą szarą myszką. Nie wyróżniała się niczym. Nie wierzyła w siebie. Nigdy nie była w nikim zakochana i myślała, że tak będzie już zawsze. Jednak bardzo się myliła.
Spacerowały wzdłuż alejki prowadzącej do pobliskiego sklepu. Chciały zaspokoić swoje pragnienie i przegryźć coś. Gdy kupiły wybrane produkty, postanowiły, że wybiorą się do kina i może na jakieś zakupy. Chciały by ten dzień był wyjątkowy, ale w ostateczności zapowiadało się, że będzie dokładnie taki jak wszystkie inne. Po drodze nie zabrakło robienia mnóstwa zdjęć. Zatrzymywały się przy najładniejszych domach, ustawiały w najróżniejsze pozycje i cykały sobie fotki. Chciały zaktualizować swoje "profilówki" na portalach społecznościowych, więc zdjęcia powinny być idealne. Musiały podobać się jednej i drugiej, a to nie było łatwe. W efekcie zapełniły całą pamięć aparatu.
Po długiej drodze pełnej śmiechu, wygłupów i opowiadania sobie różnych głupich historyjek, dotarły do kina. Niestety żaden z filmów nie przypadł im do gustu. Zrezygnowane usiadły na fotelach obok jednej z sal kinowych. Mia poprosiła Cornelię, aby dała jej aparat, bo chciała poprzeglądać zdjęcia i ewentualnie usunąć te, które najmniej jej się podobały. Jej uwagę przykuła jedna z fotek. Nie ze względu na to, że ładnie na niej wyszła, ale w tle znalazł się na niej pewien chłopak. Bujał się na podwójnej huśtawce. Był uśmiechnięty i udało jej się nawet dostrzec jego dołeczki w policzkach. Wyglądał na na prawdę sympatyczną osobę, a bujne loki jedynie dodawały mu większego uroku. W jej sercu coś zadrżało. Nie znała tego chłopaka. Nigdy wcześniej nie widziała go na oczy, ale czuła jakby łączyła ich jakaś więź. Postukała się po głowie i stwierdziła, że zachowuje się jak jakaś nienormalna. Mimo wszystko nie potrafiła oderwać oczu od chłopaka na zdjęciu. Cornelia widząc to, zaczęła dopytywać przyjaciółkę komu lub czemu się tak przygląda. Mia nie zdążyła nic jej powiedzieć, a ona pochwyciła aparat i spojrzała na fotografię. Stwierdziła, że na prawdę dobrze na niej wyszły, ale nie wspomniała nic o tajemniczym chłopcu. Jakby w ogóle go nie zauważyła, a przecież on tak bardzo rzucał się w oczy.
Podczas zakupów Mia próbowała odgonić od siebie myśli o Lokowatym, ale nie potrafiła. Ciałem była obecna na ziemi, ale myślami latała gdzieś wysoko w chmurach. Nie mogła się nawet skupić na tym co mówiła do niej przyjaciółka. Cornelię powoli zaczęło irytować zachowanie Mii. Próbowała dojść do tego, co się stało, ale Mia nie chciała nic mówić. Uznała, że to tak głupie i bezsensowne, że Corn na pewno by ją wyśmiała, a nie potrafiła dobrze kłamać więc na poczekaniu nie udało jej się wymyślić niczego sensownego. Po prostu to przemilczała. Do końca dnia starała się zachowywać normalnie. Udało jej się uśpić czujność przyjaciółki, bo przestała już wypytywać, o czym tak rozmyślała. Zakupy minęły im dość przyjemnie. Cornelia kupiła sobie kilka bluzek i trampki, a Mia parę obcisłych jeansów.
Zaczęło się ściemniać. Jako, że trzeba było przygotować się na jutro do nowej szkoły, żeby zrobić dobre wrażenie, wróciły do domów wcześniej niż zwykle. Mia poprosiła Cornelię, aby pożyczyła jej aparat, pod pretekstem, że chce zgrać sobie zdjęcia na swój komputer. Przyjaciółka oczywiście wykonała jej prośbę. Mia od razu, gdy tylko wróciła do domu, dorwała się do laptopa i zaczęła przyglądać się TEMU zdjęciu. Powiększała je i wyostrzała, ale wciąż dokładnie nie widziała twarzy tajemniczego chłopaka. Poczuła, że musi tam wrócić, że musi wrócić pod jego dom. To było silniejsze od niej. Nie zważając na to, że nie była w ogóle przygotowana do szkoły, a była już 22, wyszła z domu i udała się w tamto miejsce. Jakimś dziwnym cudem dokładnie znała drogę pod jego dom. Nogi same ją tam prowadziły.
Była u celu. Stanęła przed małą furtką. Lekko ją pchnęła i na palcach weszła na teren posesji. Schowała się za domkiem i do jej uszu dobiegł czyjś śpiew.

I'm broken, do you hear me?
I'm blinded, 'cuz you are everything I see.
I'm dancing, alone.
I'm praying,
That your heart will just turn around.
And as I walk up to your door,
My head turns to face the floor,
Cause I can’t look you in the eyes and say.

When he opens his arms and hold you close tonight,
It just won't feel right,
Cause I can love you more than this, yeah.
When he lays you down I might just die inside,
It just don't feel right,
Cause I can love you more than this.
Love you more than this.

If I'm louder, would you see me?
Would you lay down in my arms and rescue me?
Cause we are the same.
You save me,
When you leave it's gone again.

And then I see you on the street,
In his arms, I get weak.
My body falls, up on my knees,
Praying.

[...]

Ten chłopak miał na prawdę niesamowity głos. Słuchając go, czuła się jakby odpływała do innego świata. Piosenka była cudowna, ale Mia nigdy wcześniej jej nie słyszała i podejrzewała, że jest ona jego autorstwa. Melodia i słowa zakorzeniły się gdzieś głęboko w jej głowie. Nie mogła się ich pozbyć z swoich myśli. Dałaby wiele, żeby jeszcze raz usłyszeć śpiew tajemniczego chłopaka. On jednak ucichł. Mia wyjrzała powoli zza domku. Zobaczyła, że znów siedzi na tej huśtawce i wpatruje się w niebo. Na jego twarzy malował się lekki uśmiech. Z jakiegoś dziwnego powodu, jej serce przyspieszało bicie, gdy tylko na niego patrzała. Czuła jak w całym jej ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Aż jej samej uśmiech cisnął się na usta. Zamyśliła się i chyba zbyt bardzo wychyliła się zza domku. Dało się słyszeć szelest krzaków. Chłopak zerwał się na proste nogi i drżącym głosem zadał pytanie: :"Czy ktoś tu jest?". Mia spanikowała. Nie wiedziała, co ma robić. Próbowała się ukryć. Skuliła się obok krzaka. Chłopak jednak był szybki i zdążył ją zauważyć.
- Co ty tutaj robisz? - spojrzał na nią badawczo.
- Ja...ja...się zgubiłam...chciałam zapytać o drogę...a potem usłyszałam jak śpiewasz... - zaczęła zmyślać coś na poczekaniu.
- Rozumiem. Powiedz mi gdzie chcesz się dostać. Postaram się Cię tam zaprowadzić. - uśmiechnął się życzliwie.
- Nie...nie ważne...pójdę już... - jąkała się.
- Nie, zaczekaj! - chwycił ją za rękę, zanim zdążyła uciec.
Mia zmierzyła go wzrokiem i z całej siły zaczęła się szarpać, żeby wyrwać się z jego uścisku. Po chwili jej się to udało i biegła ile sił w nogach. Chciała się teraz znaleźć jak najdalej stąd. Czuła się niesamowicie zażenowana. Jak mogła dać się przyłapać?
Słyszała z daleka, jak chłopak wołał ją i prosił, żeby chociaż powiedziała mu jak ma na imię. Mia starała się to zignorować. Co nie było łatwe, bo miała ochotę tam wrócić i paść mu do stóp. Nie miała pojęcia co nią kierowało, że tutaj przyszła. Posłuchałam swojego serca i najadła się wstydu.
Jedna rzecz jednak najbardziej ją smuciła. Nie poznała nawet imienia tego cudownego chłopaka.


Gdy wreszcie powróciłam do rzeczywistości, ujrzałam jak Harry wyjeżdża z pomieszczenia, w którym miał wykonywane badania. Od razu zerwałam się na proste nogi i pobiegłam do lekarzy i pielęgniarek, żeby powiedzieli mi cokolwiek na temat jego stanu zdrowia. Dowiedziałam się jedynie, że jeszcze nic nie wiadomo i że muszą przeprowadzić na nim serię innych badań i wtedy będą w stanie coś powiedzieć. Radzili nam, abyśmy udali się do domów, bo dzisiaj już na pewno niczego nowego się nie dowiemy.
Rzuciłam się Niallowi na szyję i zaczął się kolejny atak płaczu. Chłopak starał się mnie uspokoić, ale to nic nie dawało. Byłam tak rozdarta i przybita, że nie miałam ochoty na robienie niczego innego po za płakaniem. Cornelia i Niall zadeklarowali, że spędzą ze mną dzisiejszą noc. Pani Styles nie miała nic przeciwko temu. Cieszyła się, że ktoś wspiera mnie w tak trudnej sytuacji. Sama dziwiłam się, że mama Harrego tak dobrze się trzyma. Może to jednak były tylko pozory. Wewnętrznie na pewno to wszystko strasznie przeżywa. Na prawdę szkoda mi tej kobiety. To już drugi raz.
Zamknęliśmy się w pokoju Harrego. Usiadłam na łóżku, na którym zwykle razem sypialiśmy. Okryłam się kołdrą. Czułam na niej jego zapach. W moich oczach ponownie pojawiły się łzy. Przyjaciele usiedli obok mnie i objęli mnie. Zdecydowanie ich wsparcie było teraz dla mnie niezbędne.
Po dobrych kilku godzinach dołowania się, słuchania smutnej muzyki, pocieszania mnie i rozweselania, postanowiłam poruszyć temat Marii. Czułam, że Corn wie o niej więcej niż może mi się wydawać. Szkoda jednak, że sama mi o tym nie powiedziała, tylko teraz będę musiała to z niej wyduszać.
- Corn. Powiedz mi szczerze. Dlaczego tak nienawidzisz Marii?
- Przecież Ci mówiłam. Po prostu jej nie lubię. Jest typową, plastikową lalunią, a wiesz dokładnie, że nie znoszę takich osób. - oderwała się na chwilę od pisania smsa-a, ale za chwilę do tego powróciła.
- Cornelia. Ja wiem, że tu chodzi o coś więcej. - próbowałam wyrwać jej telefon z ręki.
- O co Ci chodzi? Czy ty zawsze musisz szukać drugiego dna? - czułam złość w jej głosie.
- Nie, ale czuję, że o czymś nie wiem. - przysiadłam się bliżej niej. - Co bardzo mnie boli, jako, że jestem Twoją przyjaciółką i myślałam, że mówimy sobie wszystko. - spojrzałyśmy sobie w oczy.
Cornelia westchnęła głęboko. Zaczęła nerwowo ściskać w dłoniach kołdrę. Niall siedział obok i jedynie przysłuchiwał się naszej rozmowie.
Moja przyjaciółka wreszcie przemówiła. Na początku mieszała się trochę w swoich wypowiedziach, ale potem już wszystko pięknie mi wyśpiewała.
Mówiła, że mama Marii to była przyjaciółka jej mamy. Pracowały razem i często gdzieś razem wychodziły. Pewnego dnia, ona i Maria również się spotkały, za sprawą swoich matek. Miały wtedy może po 14 lat. Polubiły się. W tym czasie ja także znałam się z Cornelią, ale ona nigdy nie wspominała mi o znajomości z Marią. Wyglądało na to, że to przede mną po prostu ukrywała. Chciała, żebym myślała, że ja jestem jej jedyną przyjaciółką. Tak jakby bała się, że odbiję jej nową koleżankę lub że polubi mnie bardziej.
Pamiętam, że był taki okres, gdy w naszej przyjaźni nastąpił mały kryzys. Ja wtedy całymi dniami przesiadywałam w domu i zastanawiałam się jak ją przeprosić, a ona w najlepsze zabawiała się z Marią. W wieku 15 lat, Maria namówiła Corn na spróbowanie pierwszego papierosa. Na tym się nie skończyło. Z każdym kolejnym spotkaniem szły coraz dalej. Wódka, marihuana i inne narkotyki - to były rzeczy zupełnie normalne w tym czasie dla Marii, ale za to nowe dla Cornelii. Ona wciągnęła ją w ten "zły świat". Na początku mojej przyjaciółce nie wydawało się to groźne, ale z czasem odczuwała że zaczyna się uzależniać. Udało jej się w porę opamiętać. Postanowiła z tym wszystkim zerwać. Nie chciała już utrzymywać kontaktu z Marią. Oznajmiła jej, że ich przyjaźń jest skończona. Maria była wściekła i postanowiła się na niej zemścić. Jeden z jej kolegów kryminalistów, w biały dzień napadł na jej matkę, okradł ją i pobił. Cornelia od razu wiedziała kto maczał w tym palce, ale nikt nie potrafił tego udowodnić. Dlatego też sprawa nie została rozwiązana, a ten człowiek, który to zrobił, wciąż jest na wolności.
Nie miałam o tym pojęcia. Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że doczekam się ze strony Corn takiego wyznania. Byłam w ogromnym szoku. Widać, że ciężko było jej wrócić do tego wspomnieniami, ale starała się być twarda, gdy o tym mówiła. Jak to Cornelia. Nigdy nie okazuje słabości.
Objęłam moją przyjaciółkę ramieniem i trwałyśmy tak przez chwilę w ciszy, którą oczywiście musiał przerwać Niall. Właściwie to żołądek Nialla, który był niezwykle głośny.
Zrobiliśmy więc sobie szybką kolację. Blondyn oczywiście miał zamiar pochłonąć najwięcej. Gdzie on to cholera wszystko mieści?
Z jakiegoś powodu humor nieco mi się poprawił. Wcale nie miałam ochoty więcej płakać. Owszem było mi smutno, ale starałam się już tak bardzo tego nie okazywać. Byłam teraz z moimi wspaniałymi przyjaciółmi, więc próbowałam odgonić od siebie złe myśli, emocje i dzisiejsze okropne wydarzenia i zając się wydurnianiem z tymi kochanymi wariatami. Zdecydowanie wyszło mi to na dobre.

Rozdział jest totalnie z dupy, wiem. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Ale dużo osób prosiło mnie, żebym cokolwiek dodała. Niestety na szybko i przy braku weny nie daję rady napisać nic sensownego. 
Nie chodzi o to, ze o was nie dbam, olewam was czy coś. Po prostu mam teraz niesamowity zapierdol. Za miesiąc mam egzaminy, od których zależy czy dostanę się do wymarzonej szkoły.
Wypadałoby się na nie trochę pouczyć. Po za tym mam dodatkowe zajęcia, kółko teatralne, spotkania do bierzmowania i zaczęłam się również udzielać w imprezach szkolnych, bo potrzebne mi się punkty do zachowania. Do tego wszystkiego prowadzę jeszcze drugiego bloga. Na prawdę nie jest mi łatwo to wszystko pogodzić. Po egzaminach już będę miała luzy, także wtedy rozdziały na pewno będą pojawiać się regularnie. No, ale to jeszcze miesiąc czasu, a do końca opowiadania w sumie chyba nie wiele już zostało. 
No to chyba będzie tyle. :) 
Zachęcam do komentowania, chociaż i tak wiem, że ten rozdział to po prostu jakaś porażka. ;D
Pozdrawiam i do następnego. ♥

sobota, 24 marca 2012 74 Comments

Rozdział 18.

Gdy obudziłam się rano, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to zużyta prezerwatywa, leżąca na szafce nocnej. Uśmiechnęłam się pod nosem na samą myśl o wczorajszej erotycznej przygodzie. Było wyjątkowo ostro. Nie wiedziałam, że Harry jest taki niewyżyty. Mam tylko nadzieję, że nasze mamy niczego nie słyszały. Nie chciałabym nagle zacząć otrzymywać od nich miliona krępujących pytań na temat naszego życia seksualnego. Matki czasami takie bywają.
Pozbierałam z podłogi ciuchy, które były wszędzie porozrzucane, wyrzuciłam prezerwatywę do kosza i usiadłam na łóżku obok śpiącego jeszcze Harolda. Nakryłam go kołdrą, bo wyglądało na to, że marznie.
Później zeszłam na dół i zobaczyłam nasze mamy, które plotkowały w najlepsze przy kawie. Chyba się polubiły. To dobry znak.
Chciałabym jak najdłużej przebywać w tym miejscu. Czuję się tutaj bezpieczna i szczęśliwa, bo mam obok siebie osobę, którą kocham najbardziej na świecie. Wiem, że kiedyś wreszcie będziemy musiały się stąd wyprowadzić, bo nie możemy przecież wiecznie być na łasce pani Styles. Jednak opuszczenie tego domu będzie dla mnie trudne. Już przyzwyczaiłam się do tego, że zasypiam i budzę się obok Harrego. Nie wiem jak sobie bez tego poradzę.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam szczerzącego się do mnie Liama.
- Witaj. - przytulił mnie na przywitanie.
- Co Cię tu sprowadza? - spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Pomyślałem sobie, że zorganizuję dla nas małą imprezę. Tylko w najbliższym gronie przyjaciół. - uśmiechnął się ciepło.
- Czyli?
- Ja, ty, Niall, Harry, Zayn, Lou, Cornelia - zaczął wyliczać - I Maria. - jej imię wypowiedział najciszej.
- Maria? Od kiedy ona zalicza się do grona naszych przyjaciół? - zmarszczyłam brwi.
- Przecież pogodziłyście się...a po za tym to moja dziewczyną i bardzo chciałbym, żebyście ją wreszcie zaakceptowali. - położył rękę na moim ramieniu.
- Nie sądzę, że Cornelii się to spodoba. Wiesz, że jej nienawidzi. - westchnęłam.
- A więc liczę na to, że ją do niej przekonasz. - wytknął język.
- Nie wiem czy dam radę. - pokiwałam głową.
- Czekam na was o 18 w moim garażu. - puścił mi oczko.
- Garażu? - zdziwiłam się. - Dość ciekawe miejsce na imprezę. - zaśmiałam się.
- Oj tam, nie narzekaj! - szturchnął mnie, po czym przytuliliśmy się na pożegnanie i odszedł machając mi.
Gdy weszłam z powrotem do domu, Harry już siedział w kuchni i na wpół przytomny jadł płatki czekoladowe z mlekiem.
- Jak się spało? - zapytałam, siadając obok niego.
- Dobrze, ale jestem jeszcze trochę zmęczony. - odparł.
- Wcale mnie to nie dziwi. - zaśmiałam się i przypomniałam sobie, co wyprawialiśmy w nocy.
- To jeszcze było nic. Stać mnie na o wiele więcej. - spojrzał się na mnie zabawnie unosząc brwi i objął mnie ramieniem.
- Nie wątpię. - pocałowałam go delikatnie w policzek.
Poinformowałam Harolda o imprezie organizowanej przez Liama. Spodobał mu się jego pomysł i nie miał nawet nic przeciwko temu, że Maria tam będzie. Teraz muszę jeszcze tylko powiadomić o tym moją przyjaciółkę, a z nią na pewno nie pójdzie tak łatwo. To uparte i dość wredne stworzenie.
Poszłam do pokoju i odszukałam w kieszeni moich jeansowych spodni, telefon. Wybrałam numer do Cornelii. Długo nie odbierała więc cieszyłam się jej "graniem na czekanie". Mamy podobny gust muzyczny.
- Halo? - odezwał się nagle głos po drugiej stronie słuchawki.
- Jest sprawa. - powiedziałam od razu.
- Zamieniam się w słuch. - odparła przyjaciółka.
- Liam organizuje imprezę dla najbliższych przyjaciół. Oczywiście jesteś zaproszona. Z tym, że jest mały problem. Maria także tam będzie. Wiem, że za nią nie przepadasz, ale proszę przyjdź. Zrób to dla mnie i Liama. On na prawdę chciałby, żebyśmy w końcu zaczęli akceptować jego dziewczynę. - powiedziałam na jednym wydechu. - Co ty na to? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Hmm... - zastanowiła się. - Skoro tak wam na tym zależy to przyjdę. Jeżeli jednak ta lalunia w jakiś sposób zajdzie mi za skórę to nie ręczę za siebie! - zaśmiała się szyderczo.
- Będzie fajnie, zobaczysz! - uśmiechnęłam się pod nosem. - Przyjdź po mnie o 17.30.
- Okej będę. Do zobaczenia, kochanie.
- Pa. - rozłączyłam się.
Skoro to miała być impreza w najbliższym gronie, postanowiłam, że ubiorę się dość luźno. Czarne rurki, granatowy t-shirt z nadrukiem, szara bluza i do tego również granatowe trampki - uznałam to za doskonały zestaw.
Przebrałam się i poszłam do łazienki zrobić sobie lekki makijaż i wyprostować włosy. Harry już od dawna był gotowy, więc siedział na dole w salonie i oglądał jakieś programy o kotach. Gdy jednak chciałam do niego dołączyć, okazało się, że go wcale tam nie było.
Nie zdążyłam nawet wymówić jego imienia, a on zaszedł mnie od tyłu i prysnął mi wprost na twarz bitą śmietanę w sprayu.
- Pojebało Cię?! - wrzasnęłam, przecierając oczy.
- Słodko wyglądasz. - wyszczerzył się. - I tak samo smakujesz. - zlizał śmietanę z mojego policzka.
Oplotłam ręce wokół jego pasa i zaczęłam całować go po szyi. Chłopak na chwilę stracił czujność, więc wykorzystałam moment i wyrwałam mu z rąk bitą śmietanę. Wstrząsnęłam ją, a za chwilę wylądowała ona wprost na lokach Harolda. Później na jego twarzy i jeszcze na ubraniach. Chłopak widocznie się na mnie wkurzył i wziął mnie na ręce, po czym zaniósł do kuchni i ułożył na stole. Wyrwał mi śmietanę i za chwile znalazła się ona na moim dekolcie i bluzce. Harry dokładnie wszystko zlizał i obdarował mnie niesamowicie słodkim pocałunkiem. W końcu całe nasze usta były oblepione tym wyjątkowo smacznym specyfikiem.
- Ekhm... - odessaliśmy się ode siebie i ujrzeliśmy jego mamę. - Możecie oszczędzić sobie tych czułości chociaż w kuchni? - rozłożyła ręce.
- Przepraszamy. - Harry spuścił głowę.
- To się więcej nie powtórzy. - dodałam.
- Nie ważne. - machnęła ręką. - Lepiej idźcie doprowadzić się do porządku. - dodała.
- Oczywiście. - załapałam Harrego za rękę i pokierowaliśmy się w stronę łazienki.
Styles otworzył kabinę prysznicową, odkręcił wodę i skierował ją wprost na mnie. Byłam wściekła, bo zmoczył mi cały zestaw, który miałam dzisiaj włożyć. Ja jednak nie pozostałam mu dłużna i za chwile obydwoje, jak małe dzieci, bawiliśmy się w wodzie. W pewnym momencie Harry objął mnie w talii i mocno przyciągnął do siebie. Spojrzał na mnie tymi swoimi cudownymi, zielonymi oczami i zaczęliśmy się namiętnie całować. Jego ręce błądziły po moich mokrych ubraniach, a moje, już dawno znalazły swoje miejsce na jego jędrnych pośladkach.
- Kocham Cię, Mia. Już na zawsze chciałbym z Tobą być. - uśmiechnął się ciepło.
- Ja Ciebie też. - odwzajemniłam uśmiech. - Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła. - złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek.
Po tym cudownym wyznaniu, przypomniało mi się jednak, że przecież niedługo przychodzi po mnie Corn i idziemy do Liama, więc wybiegłam z łazienki, zostawiając po sobie mokre ślady, a tuż za mną był Harry. W pokoju doprowadzaliśmy się do porządku. Wysuszyliśmy włosy, dobraliśmy sobie inne ciuchy. Poprawiłam jeszcze makijaż, który już dawno spłynął mi z twarzy i akurat przyszła po nas moja przyjaciółka.
- Witam gołąbeczki. - rzuciła od razu, gdy nas zobaczyła.
- Hey. - pocałowałam ją w policzek i mocno przytuliłam.
- Czuję się zazdrosny. - Harry udawał obrażonego.
- Nie przesadzaj chłopie. - Corn przewróciła oczami.
Moja przyjaciółka i Harold zachowują się trochę jak rodzeństwo. Dość często się sprzeczają, biją albo wyzywają, ale i tak wiem, że mimo wszystko się lubią, co jeszcze niedawno wydawało się nie możliwe. Dobrze, że jednak Cornelia przekonała się do tych jak kiedyś zwykła mawiać "lalusiów".
Po niedługiej podróży autobusem, dotarliśmy na miejsce. Poszliśmy w stronę garażu i zapukaliśmy w drzwi. Za chwile otworzył nam Liam. Wszyscy już byli na miejscu. Czekali tylko na nas.
W środku było na prawdę przytulnie. Nie wyglądało to jak garaż, a raczej jak duży pokój bez okien. Była tu kanapa, stół, dwa fotele, telewizor, a nawet DVD i xbox. Liam chyba spędza tutaj więcej czasu, niż nam się wydaje.
- Rozgośćcie się. - gestem pokazał, że mamy usiąść na kanapie.
Na przeciwko nas siedziała Maria. Cornelia posłała jej wrogie spojrzenie, ale powstrzymała od jakiegokolwiek komentarza na jej temat. Widać, że dużo ją to kosztowało, bo wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć. Złość malowała się w jej oczach na sam widok tej dziewczyny.
- Spójrzcie co mam. - oznajmiła Maria wymachując małym woreczkiem z zielonym proszkiem w środku.
- Marihuana? - zdziwił się Liam. - Od kiedy ty palisz to świństwo? - próbował wyrwać jej woreczek z rąk.
- Kochanie, jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - wytknęła język. - Ktoś z tutaj obecnych ma ochotę spróbować? - rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Ja mogę. - zgłosił się Zayn.
Cóż, wcale mnie to nie zdziwiło. On miał już kontakty z różnymi środkami odurzającymi. W końcu to bad boy z Bradford. Wspominał kiedyś, że gdy tam mieszkał, takie akcje to była codzienność.
Zaczął skręcać jointa z Marią, a wokól nich krążył Liam, próbując odwieść ich od tego pomysłu. Typowe zachowanie naszego tatuśka. Oni jednak w ogóle nie zwracali na niego uwagi. Dziewczyna Liama zaciągnęła się jako pierwsza. Później zrobił to Zayn i przekazał skręta Niallowi. Ten niechętnie, ale po chwilowej namowie Bruneta, jednak spróbował. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Z tego, co wiem to jest przeciwnikiem takich rzeczy.
Zawsze do zabawy potrzebowaliśmy jedynie siebie na wzajem lub ewentualnie niewielkiej ilości alkoholu. Nic więcej. Żadnych narkotyków, dlatego ich chęć spróbowania tego świństwa była bardzo dziwna.
Wszyscy chłopcy oprócz Zayna nigdy tego palili, a teraz rzucali się na owego skręta, jakby był zrobiony ze złota. Nawet mój kochany Loczek uległ po namowach przyjaciół. Jednak najbardziej zdziwiło mnie to, że nawet Corn się w to wciągnęła. Niby mówiła, że nie chce mieć nic wspólnego z Marią, ale jednak nie miała nic przeciwko w skorzystaniu z jej "towaru". - Czy ja o czymś nie wiem? - pomyślałam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
Tylko ja i Liam nie mieliśmy zamiaru się w to mieszać, więc przyglądaliśmy się całej tej sytuacji z boku. Nie mogliśmy im przecież tego zabronić. Oczywiście próbowaliśmy, ale oni są dorośli. Wiedzą, co robią. Przynajmniej tak twierdzili.
- Coś czuję, że to się źle skończy. - zwrócił się do mnie Liam.
- Nie tylko ty... - spojrzałam na przyjaciół, którym zaczął dopisywać coraz lepszy humor. Magia marychy.
Payne zwierzał mi się, że nie miał pojęcia o tym, że Maria robi takie rzeczy. Wydawała się całkiem spokojną, ułożoną i grzeczną dziewczyną, a tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Miała racje. Liam chyba jeszcze wiele o niej nie wie. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że wciągnęła w to też resztę chłopaków. Jeżeli szukają nowych wrażeń to radziłabym szukać gdzie indziej.
- Masz tego więcej? - pytał Niall, skacząc z podniecenia.
- Mam coś lepszego. - wyciągnęła z torebki kolejny woreczek. Tym razem z białym proszkiem. - Może koki? - wysypała substancję na stolik.
W tym momencie miarka się przebrała. Nie pozwolę moim przyjaciołom brać tak silnych narkotyków. Czy oni nie wiedzą jak szybko to uzależnia i jakie zażywanie kokainy niesie ze sobą skutki?! Spojrzałam na Liama, a ten już wiedział o co chodzi. Musieliśmy interweniować, bo to wszystko zaszło zdecydowanie za daleko.
- Maria! - Liam zaczął szarpać dziewczynę. - Czy ty jesteś jakaś nienormalna?! - mówił z wyraźną złością w oczach.
- Ale o co Ci chodzi?
- Nie obchodzi mnie już czy jesteś narkomanką czy nie. ALE NIE WCIĄGAJ DO TEGO MOICH PRZYJACIÓŁ! - ręka Liama zatrzymała się tuż przed twarzą Marii.
Chyba chciał ją spoliczkować, ale to wbrew jego zasadom. Nigdy nie uderzyłby dziewczyny.
Próbowaliśmy ratować sytuację, lecz było już chyba za późno. Wszyscy byli pod wpływem Marihuany i takie wciąganie kokainy nie wydawało im się niczym niebezpiecznym. Robili to, jakby to nie był ich pierwszy raz.
Ja i Liam byliśmy zdezorientowani i bezradni. To miała być tylko zwykła impreza dla przyjaciół, a przez głupotę jednej z obecnych tu osób, to wszystko może mieć nieciekawy koniec. Corn miała racje, co do Marii. Gdybym wiedziała, że tak to wszystko się potoczy to sama bym tu nie przyszła. Wydaje mi się, że w jej głowie narodził się jakiś misterny plan, który właśnie realizuje, ale nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.
Tak sobie pomyślałam, że właściwie to Cornelia nigdy nie sprecyzowała mi powodu, dla którego tak bardzo nienawidzi Marii. Teraz widzę, że ona wie coś, o czym ja nie mam pojęcia. Jeżeli znała ją od tej strony, to czemu mi o tym nie powiedziała?! Uniknęlibyśmy przynajmniej panującej sytuacji.
Byłam na prawdę zła na Cornelie. Przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, a ewidentnie widać, że przez cały ten czas coś przede mną ukrywała. Coś związanego z Marią. Mam do niej żal, że mi o tym nie powiedziała. Czyżby straciła do mnie zaufanie?
Wszyscy mieli już na prawdę niezły odlot. Cornelia i Lou od dłuższego czasu leżeli na jednym z foteli. Moja przyjaciółka była w samej bieliźnie, a jej chłopak nie miał już na sobie spodni. Całowali się namiętnie i mieli widocznie wyjebane na cały świat. Harry stał obok nich, bacznie im się przyglądając. Gadał pod nosem, że jest zazdrosny o Louisa i to on powinien być na miejscu tej "blondyny". Próbował ich od siebie oderwać, ale przyssali się do siebie tak bardzo, że to było praktycznie nie możliwe. Usiadł więc na kanapie. Obok niego byli Zayn i Niall, którzy miziali się, macali i ogólnie robili jakieś niestosowne rzeczy. Harry zlustrował ich spojrzeniem, a potem zaczął patrzeć się w jeden punkt na ścianie. Przez kilka dobrych minut nie odrywał od niego wzroku.
- Nie zniosę tego dłużej! - wrzasnęłam.
- Spokojnie. - Liam objął mnie ramieniem. - Działanie tych wszystkich środków nie powinno długo potrwać. - mówił z nadzieją w głosie.
- Nie mogę. Wychodzę. - wyrwałam się z jego uścisku.
- Chyba nie chcesz zostawić mnie z nimi samego? - wyraźnie posmutniał.
No tak. Oczywiście zmiękłam i zostałam. Sam przecież by nie ogarnął tego towarzystwa. W dwójkę ledwo dajemy radę.
Nagle dało się słyszeć głośne walenie w drzwi od garażu. Liam uniósł je do góry, a naszym oczom ukazała się...Jasmine? Tak to zdecydowanie była ona. Te wielkie, sztuczne cycki i plastikową twarz poznam wszędzie.
- Czego tu chcesz? - zapytał oschle Payne.
- Przyszłam po Marię. Nie mogę jej przecież tutaj zostawić z takimi loserami jak wy. - zwinnie ominęła Liama i wprosiła się do środka.
Odnalazła swoją przyjaciółkę, złapała ją za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę wyjścia. Ta jednak stawiała opór i wcale nie miała zamiaru stąd wychodzić.
- Znowu brałaś?! - Jasmine wydarła się na nią.
- Nie, no co ty. - zachichotała.
- Jesteś pierdoloną narkomanką! - spoliczkowała ją. - Po co wciągasz do tego jeszcze innych? Do reszty Cię popierdoliło?! - popchnęła ją na fotel.
Stałam z otwartą buzią i wytrzeszczem. Liam zresztą też. Nigdy nie widzieliśmy aż tak ostrej sprzeczki między nimi. Przecież to zawsze były idealne przyjaciółki, których nic nie mogło rozdzielić. Chyba sprawiały tylko takie pozory.
- Hey... - Harry nagle podszedł do Jasmine. - Ty jesteś Jasmine? - pogładził ją po policzku.
- Nie udawaj, że nie wiesz kim jestem. - zarzuciła włosami.
- Wiem...już wiem... - złapał się za głowę i opadł na fotel.
- Harry nic Ci nie jest?! - podbiegłam do niego, usiadłam mu na kolanach i mocno się do niego przytuliłam.
- Nie... - odparł cicho.
- Uff... - odetchnęłam i pocałowałam go.
Odepchnął mnie od siebie.
- Co ty robisz? - byłam zdezorientowana.
- Co ja robię? Co ty robisz! Jesteś przecież dziewczyną Nialla. Dlaczego mnie całujesz?! - wydzierał się na mnie.
Harry zepchnął mnie z siebie. Byłam w totalnym szoku. Czy on właśnie powiedział "jesteś dziewczyną Nialla"? - Błagam nie...nie teraz... - mówiłam pod nosem, a moje oczy napełniały się łzami.
Odeszłam kilka kroków do tyłu. Chłopak zrzucał z półek i stołów wszystko, co napotkał. Wyglądało na to, że wpadł w jakąś furię. Chłopcy momentalnie się ogarnęli i próbowali go złapać i uspokoić, ale rzucał się na wszystkie strony. Schowałam się za Liama i trzymałam się mocno jego koszuli.
W pewnym momencie Harry się uspokoił. Stanął na środku garażu i rozejrzał się dookoła. Złapał się za głowę, zachwiał i po prostu zemdlał, uderzając głową o ziemię.

Yay! W końcu udało mi się napisać rozdział, ale to chyba ze względu na to, że nie poszłam dziś do szkoły. Ogólnie w tygodniu nie mam za bardzo czasu na pisanie.
Nie jestem jakoś szczególnie zadowolona z tego rozdziału, ale najgorszy chyba też nie jest.
Wprowadziłam trochę zamieszania, ale w kolejnych rozdziałach wszystko się wyjaśni.
Tak w ogóle to większa połowa tego opowiadania jest już za nami. Zaczynam już myśleć nad tym jak je efektownie zakończyć. :D
Ale spokojnie, myślę, że jeszcze z 10 rozdziałów się pojawi,  lecz dokładnie nie wiem. Trudno mi powiedzieć, bo czasami wpadają mi do głowy niespodziewane pomysły. :)
Czekam na wasze opinię w komentarzach. <3
A jak chcecie to możecie follować na twitterze -> @BieberDialogues.
Pozdrawiam i do następnego kochani! ♥

wtorek, 6 marca 2012 98 Comments

Rozdział 17.

Rano obudził mnie dźwięk sms-a. Wygrzebałam komórkę spod poduszki.
"Dawno nigdzie nie sami nie wychodziliśmy. Czuję, że się od siebie oddalamy. Nie chcę tego, więc chciałbym Cię porwać za godzinę do wesołego miasteczka, co ty na to?" ~ Niall.
Niezwykle zdziwiła mnie taka propozycja z jego strony. Fakt, ostatnio nasze kontakty nieco się zepsuły. To wszystko przez tą całą skomplikowaną sytuację związaną z Harrym i jego utratą pamięci. Stwierdziłam iż poświecę dzisiaj Niallowi swój czas, więc dałam mu twierdzącą odpowiedź. Nie muszę przecież codziennie przebywać z moim wspaniałym Loczkiem.
Poszłam do łazienki, wzięłam porany prysznic, wróciłam do pokoju i chodziłam z kąta w kąt, szukając moich ulubionych jeansów. Narobiłam tyle hałasu, że obudziłam mojego chłopaka.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytał głośno ziewając.
- Niall zaprosił mnie do wesołego miasteczka. - odpowiedziałam, poprawiając włosy przed lustrem.
- Ahh okay... - mina mu zrzedła.
- Oh, nie bądź już taki zazdrosny! - usiadłam obok niego na łóżku. - Przecież wiesz, że to ty jesteś moim największym skarbem. - pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Tylko tam za bardzo nie szalejcie. - zrobił poważną minę.
- Postaramy się. - wytknęłam język, wyszłam z pokoju i pokierowałam się do kuchni.
Zjadłam szybkie śniadanie, pozbierałam wszystkie potrzebne rzeczy do torebki, ucałowałam mame na pożegnanie i wyszłam z domu.
Poszłam w umówione miejsce. Z daleka ujrzałam tam, czekającego na mnie Nialla. Uśmiech sam cisnął mi się na usta. Przez myśl przeszły mi nasze wszystkie wspólnie spędzone chwile. Pamiętam jak cudownie zawsze czułam się w jego towarzystwie. 
- Miaaa! - Blondyn zauważył mnie i biegł w moją stronę w rozchylonymi ramionami.
Przytulił mnie mocno. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Znów słyszałam bicie jego serduszka.
- Tęskniłem za tym. - pocałował mnie we włosy.
Nic nie odpowiedziałam, tylko uśmiechnęłam się promiennie. Byłam szczęśliwa, że wreszcie spędzimy razem trochę czasu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak mi tego brakowało. Jak brakowało mi jego uroczego śmiechu i tego, że nigdy się z nim nie nudziłam. Zawsze potrafił mnie rozśmieszyć do łez, nawet gdy byłam bardzo smutna.
Dotarliśmy na miejsce. Pierwsze, co zrobił Niall to kupił duży popcorn i zapychał się nim, jakby to była pierwsza rzecz, którą zjadł od kilku dni. Przechodziliśmy obok urządzenia robiącego kolorową watę cukrową. Zatrzymałam się przy nim na chwilę.
- Jaki chcesz kolor? - objął mnie od tyłu.
- Fio-
- No tak. Mogłem się domyślić. Masz pierdolca na punkcie tego koloru. - wtrącił mi się w słowo.
Po chwili już zajadałam się tym cudem na patyku. Miałam całe poklejone palce, buzie, nawet ubrania. - Jem jak mała świnka. - pomyślałam i zaśmiałam się cicho.
- Masz coś na nosie. - zachichotał Niall.
Nakierowałam oczy na nos, robiąc zeza. Moja twarz musiała wyglądać w tym momencie komicznie. Niall złapał mnie za ramiona, zbliżył swoją twarz do mojej i zlizał z mojego nosa watę.
- To było dziwne. - posumowałam, próbując być poważna, ale po chwili mimowolnie wybuchłam śmiechem i Blondyn także.
Niall zauważył, że skupiłam swój wzrok na wielkim, białym misiu, którego można było wygrać, zestrzelając pistoletem na kulki, wszystkie plastikowe kaczki, stojące na długiej półce, na jednym ze stoisk.
- Chciałabyś tego misia? - wyszczerzył się słodko, ukazując swój aparat ortodontyczny.
Nie zdążyłam nawet kiwnąć głową, a Niall już stał przy tym stoisku i walczył o nagrodę dla mnie. Tak mocno się spinał, że myślałam, że zaraz żyłka mu pęknie.
- Mam zeza. - stwierdził zrezygnowany, a ja tylko zaśmiałam się słodko i zasugerowałam, żeby sobie już odpuścił, bo to przecież nic takiego. Zwykły miś.
- Ale jeśli go chcesz, to zdobędę go dla Ciebie. - odpowiedział stanowczo.
Zaczęła się ponowna walka z kaczkami, która o dziwo tym razem zakończyła się sukcesem i Niall wygrał dla mnie to cudowne wypchane zwierzę.
- To dla Ciebie. - zrobił dumną minę i wręczył mi prezent.
- Nie musiałeś się aż tak dla mnie starać. - lekko się zarumieniłam.
- Ale chciałem. - objął mnie ramieniem.
Pokierowaliśmy się na Rollercoaster. Bardzo bałam się kolejek, ale Niall nalegał abyśmy na nią poszli. Nie chciałam dać się namówić, ale on mówił, że przez cały czas będę mogła go przytulać i trzymać za rękę. Nie wiem czemu, ale jakoś mnie to przekonało.
- Coś czuję, że tego nie przeżyję. - zwróciłam się do Blondyna, zapinając pasy bezpieczeństwa.
- Najwyżej zginiemy razem. - zaśmiał się uroczo.
Zaczęła się jazda. Darłam się chyba na całe wesołe miasteczka i jeszcze głośniej. Byłam wręcz bliska płaczu. Wtedy poczułam, że Niall wplata swoje palce w moje. Uspokoiłam się nieco, ale mimo wszystko byłam przerażona. Kolejka zaczęła zataczać koło.
- NIEEEEE! Jestem za młoda, żeby umierać! Jeszcze całe życie przede mną! Jak mogłeś mnie na to namówić! Nie wybaczę Ci tego! Zaraz dostanę zawału! JESTEM CAŁA OBSRANA!
- zaczęłam panikować.
- Uspokój się. - Niall uśmiechnął się do mnie słodko.
Od razu jakoś tak lepiej zrobiło mi się na sercu, odetchnęłam głośno i zaczęłam wreszcie kontrolować swoje emocje. Dotrwałam cało do końca tej strasznej przejażdżki. Niesamowite przeżycie, ale nie mam zamiaru tego powtarzać. Moje serce tego nie wytrzyma.
Poszliśmy na samochodziki. Jeździliśmy jak opętani po wyznaczonym miejscu i co chwilę się o siebie obijaliśmy. Mieliśmy przy tym na prawdę sporo zabawy. Później przyszedł czas na różne karuzele, dom strachów, wybraliśmy się nawet na młota! Tam też mało, co nie zeszłam na zawał.
Zaczęło się ściemniać. Wtedy w wesołym miasteczku zapanował miły nastrój. Wszędzie było widać kolorowe światełka. Poszliśmy na diabelski młyn. Podziwialiśmy z niego niesamowite widoki. U góry było dość wietrznie, więc Niall okrył mnie swoją bluzą, sam zostając w t-shircie z krótkim rękawkiem. Położyłam mu głowę na ramieniu i wpatrywałam się w niebo, na którym widniały miliony gwiazd.
- Jak się dzisiaj bawiłaś? - zapytał.
- Cudownie! Musimy to kiedyś powtórzyć. - objęłam go.
Zapanowała niezręczna cisza. Nasze oczy się spotkały. Minęło sporo czasu odkąd ostatni raz tak wpatrywałam się w te cudowne niebieskie oczy. Ujrzałam w nich to co kiedyś. Tą radość i tańczące ogniki szczęścia. Niall przybliżał się powoli do mojej twarzy. Poczułam narastające ciepło w dole brzucha. W ostatniej chwili jednak opamiętałam się i spuściłam głowę.
- Wybacz... - zmieszał się.
- Nic nie szkodzi. - uśmiechnęłam się i wtuliłam się w niego.
Serce biło mu tak mocno, że myślałam, że za chwilę wyskoczy mu z piersi. Zaczęłam zastanawiać się, czym się tak zdenerwował i co właściwie miało znaczyć to, co przed momentem miał zamiar zrobić? Czy on wciąż coś do mnie czuje? Czy to po prostu jakieś moje urojenia? Gdybym była odważniejsza to może i zadałabym mu to pytanie.
Nasza przejażdżka się skończyła. Mieliśmy zamiar zaliczyć jeszcze kilka innych bajerów, gdy z daleka dostrzegliśmy Marię i Liama. Niall od razu pokierował się w ich stronę. Liam przywitał nas serdecznym uśmiechem, a jego dziewczyna rzuciła jedynie ciche "cześć". Blondyn zaproponował, aby do nas dołączyli. Było widać, że Marii nie podobał się ten pomysł, jednak Liam jakoś ją do tego przekonał. Bawiliśmy się znakomicie. Nawet ta głupia przyjaciółeczka Jasmine się rozluźniła i była w stosunku do nas niezwykle przyjazna. No tak, gdy nie ma wokół niej tego pustaka jest zupełnie inna. Miła, wyluzowana, a przede wszystkim nie zachowuje się jak tępa idiotka. Jak już wcześniej mówiłam, zadawałam się z nią dopóki nie wpadła w towarzystwo Jasmine. Była z niej na prawdę fajna kumpela.
Wspólnie z Marią stwierdziłyśmy, że mamy już dość wesołego miasteczka. Chłopcy zaproponowali, że możemy pójść na kolację do jakiejś przytulnej restauracji. Bardzo spodobał nam się ten pomysł, więc jednocześnie pokiwałyśmy głowami na znak, że się zgadzamy. Liam zaprowadził nas do chyba najdrożdżej restauracji w tej okolicy. Usiedliśmy do czteroosobowego stolika, a kelner podał nam menu. Niall przeglądał je i nie wiedział na co ma się zdecydować, więc zamówił kilka dań. Cały Nialler. Wiecznie nienajedzony, ale w tak eleganckiej restauracji już mógłby sobie darować. Po niecałych 20 minutach, kelner przyniósł wszystkim to co zamawiali. Jedzenie było przepyszne. Blondyn wsuwał wszystko po kolei jak odkurzacz. Gdzie on to wszystko mieści? Przecież to takie małe stworzenie. Nie widać po nim, że tak dużo je.
Odeszłam na chwilę od stołu, musiałam iść do łazienki załatwić potrzebę. Gdy z niej wyszłam, ujrzałam przeglądającą się w lustrze Marie. Zignorowałam, że stoi obok mnie i zaczęłam myć ręce.
- Mia... - zaczęła niepewne.
- Hm? - spojrzałam na nią z zaciekawieniem.
- Przepraszam Cię za to, jaka wobec Ciebie jestem. Przyjaźń z Jasmine fatalnie na mnie działa. Zaczynam stawać się taka jak ona. - wykrzywiła się. - Chciałabym, żeby znów było jak dawniej. - westchnęła.
- Wiesz, że nie będzie...
- Wiem, ale chociaż z Tobą chciałabym żyć w zgodzie. - uśmiechnęła się lekko. - To jak? - wyciągnęła rękę w moją stronę.
Chwyciłam ją, co miało znaczyć, że jej wybaczam. Swoją drogą zdziwiło mnie jej zachowanie. Myślałam, że już nigdy się nie pogodzimy. Kto by pomyślał, że zbierze jej się na takie wyznania i przeprosiny w publicznej toalecie?
Wróciłyśmy do chłopaków i zaczęłyśmy swobodnie przy nich rozmawiać, śmiać się i wspominać stare dobre czasy. Liam zdezorientowany patrzał się na Nialla. Obydwoje dobrze wiedzieli, że nie przepadamy za sobą, a wręcz się nienawidzimy, więc byli bardzo zdziwieni.
- Co stało się w tej toalecie? - wtrącił się Liam.
- Nic takiego. - zachichotała Maria.
Widać było, że Liama ucieszył fakt iż wreszcie, któraś z jego przyjaciółek zaakceptowała i polubiła Marię.
- A ty jesteś z Niallem? - wypaliła nagle dziewczyna Liama.
Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać, jednak potem zauważyłam, że Niall odwrócił głowę i lekko się zarumienił.
- Nie. Jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi. Aktualnie jestem w związku z Harrym. - odpowiedziałam i upiłam łyk soku.
- Harrym? Niemożliwe. Pamiętam jak na balu-
- Proszę, nie mówmy o tym. - wtrąciłam jej się w słowo. - Od tamtego czasu wiele się zmieniło, sprawy się skomplikowały, długa historia. - westchnęłam.
- Pasujecie do siebie. - spojrzała na nas i ułożyła z rąk serduszko.
- Głupia! - zaczęłyśmy się śmiać, a Niall wyglądał na zmieszanego.
Liam spojrzał na zegarek i stwierdził, że czas już wracać do domu. Rzeczywiście zbliżała się północ. Czas tak szybko mi dzisiaj upłynął. Odprowadziliśmy ich pod dom Marii. Niall chciał, żebym nie wracała jeszcze do domu. Mówił, że ma dla mnie niespodziankę i muszę pójść z nim na chwilę do niego. Tak też zrobiliśmy. Niall poszedł na górę do swojego pokoju, a ja czekałam w salonie. Po chwili wrócił z gitarą w ręce. Ponownie wyszliśmy na zewnątrz i pokierowaliśmy się do małego parku niedaleko mojego domu. Niall usiadł na ławce, a ja obok niego.
- Chciałbym zaśpiewać Ci piosenkę, którą napisałem z myślą o Tobie. - spojrzał mi w oczy.
Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Może dzięki niej zrozumiesz moje uczucia do Ciebie, które chodź bardzo bym tego chciał, nie zmieniły się. - wypowiedział to zdanie prawie szeptem.
Byłam zdezorientowana. Jak to jego uczucia do mnie się nie zmieniły? Czy to znaczy, że...NIE, NIE. To nie możliwe. Przecież sam zaproponował, żebyśmy byli przyjaciółmi, a teraz wyskakuje mi z takim wyznaniem? Powiedzcie mi prosze, że to są jakieś jaja.
Moje przemyślenia przerwała melodia, którą zaczął grać Niall.

Na na na na na na.
Na na na na na na.

He takes your hand,
I die a little.
I watch your eyes,
And I'm in riddles.

Why can't you look at me like that? - spojrzał mi w oczy.

When you walk by,
I try to say it.
But then I freeze,
And never do it.
My tongue gets tied,
The words gets trapped. - uśmiechnął się pod nosem.

I hear the beat of my heart getting louder,
Whenever I'm near you. - zmierzył mnie wzrokiem.

But I see you with him,
Slow dancing,
Tearing me apart,
Cause you don't see.
Whenever you kiss him,
I'm breaking,
Oh, how I wish that was me. - spojrzał w niebo.

He looks at you,
The way that I would.
Does all the things,
I know that I could.
If only time,
Could just turn back.

Cause I got three little words,
That I've always been dying to tell you. - czułam, że na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.

But I see you with him,
Slow dancing,
Tearing me apart,
Cause you don't see.
Whenever you kiss him,
I'm breaking,
Oh, how I wish that was me. - Niall odłożył gitarę i zaczął śpiewać a'capella.

With my hands on your waist, - objął mnie w talii.
While we dance in the moonlight. - zaczęliśmy się bujać, a on spojrzał na księżyc, który był tej nocy w pełni.
I wish it was me,
That you're calling along,
Cause you wanna say good night. - te słowa wyszeptał mi do ucha.

Cause I see you with him slow dancing,
Tearing me apart,
Cause you don't see.

But I see you with him,
Slow dancing,
Tearing me apart,
Cause you don't see.
Whenever you kiss him,
I'm breaking,
Oh how I wish,
Oh how I wish,
Oh how I wish,
That was me.

Oh how I wish,
That was me. - pocałował mnie w czoło.

Po zakończonej piosence staliśmy jeszcze przez chwilę wtuleni w siebie. Otrząsnęłam się i usiadłam na ławce. On usiadł obok mnie. W tym momencie miałam w głowie taki mętlik, że w żaden sposób nie mogłam ogarnąć napływających do niej myśli.
- I co o tym wszystkim myślisz? - zapytał po chwili.
- Niall...nie wiem...na prawdę...nie mam pojęcia. - wydukałam. - Wiesz, że jestem z Harrym...ta jego choroba... - ciągnęłam dalej. - To wszystko jest takie skomplikowane.
- A ja to widzę inaczej. - złapał mnie za ramiona. - Choroba to tylko dobry pretekst. - pokiwał głową. - Tobie od zawsze podobał się Harry. Zawsze coś Cię do niego ciągnęło i czułaś do niego miętę. - próbowałam unikać jego wzroku. - Spójrz na mnie. - złapał mnie za podbródek. - I powiedz, że jesteś z nim, tylko z powodu choroby, a nie dlatego, że coś do niego czujesz.
- Nie mogę... - spuściłam głowę. - Ja...kocham go. - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. - Tak bardzo go kocham i tak bardzo się boję, że kiedyś wróci mu pamięć i jego uczucia w stosunku do mnie się zmienią. - rozpłakałam się na dobre.
- Wiedziałem to od początku. - stwierdził. - Ale ja naiwny i tak próbowałem jakoś naprawić nasz związek. Jak widać to nie miało sensu. - stwierdził. - Tylko wytłumacz mi dlaczego...dlaczego wtedy zgodziłaś się ze mną być? Dlaczego mi nie odmówiłaś? Dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś zakochana w Harrym? - mówił z wyrzutem.
- Niall...nie mam pojęcia. Może dlatego, że wtedy byłam Tobą zauroczona. To nie była miłość. Jesteś dla mnie jak brat, jak najlepszy przyjaciel. Zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć, pocieszasz mnie, gdy jest mi smutno, zawsze mogę na Ciebie liczyć. Jesteś niezastąpiony i nie chcę Cię stracić. - pociągnęłam nosem.
- Ja też nie chcę Cię stracić. Tylko nie wiem, jak będę znosił to, że nie jesteś moja, że ktoś inny jest w Twoim sercu. - położył rękę na swojej klatce piersiowej w miejscu, gdzie znajduje się serce.
- Ależ ty jesteś w moim sercu. Zajmujesz w nim specjalne miejsce. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła. Kocham Cię jak brata. - przytuliłam się do niego mocno.
- A więc będę musiał zaakceptować obecny stan rzeczy. - wydukał. - Ale jesteś warta wszystkich poświęceń. - pocałował mnie w policzek.
- Cieszę się, że przeprowadziliśmy taką poważną rozmowę i wszystko sobie wyjaśniliśmy. - złapałam go za rękę i spojrzałam mu w oczy.
- Ja również. - odwzajemnił uśmiech. - Jest już późno. Odprowadzę Cię do domu. - wstaliśmy i objęci pokierowaliśmy się do mojego mieszkania.
Niall odprowadził mnie pod samiutkie drzwi i przytulił na pożegnanie. Ledwo przekroczyłam próg drzwi, a moją stronę już biegł nieogarnięty Harry.
- Co się z Tobą działo? Dlaczego tak późno wróciłaś? Dzwoniłem do Ciebie miliony razy, ale nie odbierałaś. Martwiłem się! - zrobił wkurzoną minę.
- Wszystko jest w porządku. - przytuliłam się do niego. - Nie musiałeś się tak martwić, Niall się mną zaopiekował. - wytknęłam język.
- Zaopiekował mówisz... - spiorunował mnie wzrokiem.
- Kocham, gdy się złościsz. Ty mój mały zazdrośniku. - wytargałam go za policzki.
- Wcale nie jestem zazdrosny! - wziął mnie na ręce, rzucił na kanapę w salonie i zaczął łaskotać.
- Przestań Harry! - krzyczałam przez śmiech.
- Przestanę, gdy dostanę coś w zamian. - uniósł brwi.
- Czego chcesz?
- Chcę Ciebie. - wyszptał mi do ucha.
- A to się da załatwić. - wstałam z kanapy.
Zanim jednak przeszliśmy do robienia nieprzyzwoitych rzeczy, opowiedziałam mu o tym co robiłam cały dzień z Niallerem. Ominęłam jedynie fragment z rozmową. Postanowiłam, że zachowam to dla siebie. Nie musi wszystkiego wiedzieć.
Byłam trochę głodna, więc Harry przyszykował mi szybką kolację. Chociaż nie wiem czy posiłek spożywany o pierwszej nad ranem można nazwać kolacją. Później wzięłam krótki prysznic i ubrałam na siebie luźną koszulę Harrego. Kochałam kraść mu je z szafy i w nich spać. Zawsze tak cudownie pachną. Wzięłam na ręce wygranego przez Nialla misia i pokierowałam się wspólnie z Harrym do jego pokoju. Ułożyłam się wygodnie na jego łóżku. Zdjął z siebie wszystkie rzeczy i zaczął walić jakieś dziwne pozy, eksponując swe ponętne ciało. Nie mogłam wyrobić ze śmiechu, gdy na to patrzałam.
- Zatańcz mi jeszcze "I'm sexy and I know it" i jestem spełniona. - powiedziałam, ale nie myślałam, że to zrobi.
Harry uśmiechnął się cwaniacko i zaczął wywijać przyrodzeniem na prawo i lewo. Chyba tylko ja mam takie zajebistego widoki. Harry Styles wymachujący gołym penisem i tańczący taniec gości z LMFAO, tego jeszcze nie było.
Gdy minęła mu głupawka, ułożył się obok mnie na łóżku i objął mnie od tyłu. Coś plątało mi się pomiędzy nogami.
- Dobranoc Harry. - pocałowałam go w usta.
- Dobranoc Mia. - pocałował mnie we włosy.
- Dobranoc Nialler. - zwróciłam się do misia.
Harry posłał mi dziwne spojrzenie, a ja tylko się zaśmiałam. I z takim też uśmiechem na ustach zaczynałam już zasypiać, jednak Harry nie zapomniał o tym, co wcześniej mu powiedziałam, więc działo się to i tamto. Mam nadzieję, że jego łóżko wytrzyma do rana.

Powiem szczerze, że jaram się tym rozdziałem, bo uważam iż wyszedł mi nadzwyczaj dobrze. *_*
Rzadko aż tak bardzo jestem zadowolona z czegoś, co napisałam. 
Mam nadzieję, że rozdział również przypadnie tam do gustu tak jak mi. <3
A tak w ogóle to uważam, że "I Wish" zajebiście wpasowało się tutaj w sytuacje, dlatego akurat tą piosenkę wybrałam. :)
Czekam na wasze opinie w komentarzach. <3
Możecie follować mnie na twitterze. ;D ---> @BieberDialogues
Pozdrawiam i do następnego. ♥

piątek, 24 lutego 2012 90 Comments

Rozdział 16.

Piątkowy poranek. Czas wreszcie pójść do szkoły. Przez ostatnie wydarzenia coraz częściej ją opuszczaliśmy. Teraz jednak postaramy się nadrobić zaległości. Wszystko zaczyna się układać więc nie powinniśmy mieć z tym większych problemów.
Chłopcy ledwo przekroczyli próg szkoły, a już zaczęli się wszystkim chwalić, że przeszli dalej w castingu. Najpierw dowiedzieli się o tym wszyscy nasi znajomi, a potem nawet nauczyciele. Dyrektorka naszej szkoły była z nich bardzo dumna i zaproponowała występ na zbliżającej się uroczystości szkolnej. Oczywiście zgodzili się i dzisiaj miały zacząć się próby. 
Lekcje minęły mi na prawdę szybko. Nim się obejrzałam, zabrzmiał już ostatni dzwonek. Chłopcy zostali jeszcze na wcześniej wspomnianej próbie, ale ja jednak pokierowałam się do domu, bo nie najlepiej się czułam. Miałam lekkie mdłości i chciało mi się wymiotować. Podejrzewam, że musiałam zjeść coś nieświeżego, bo nie widzę raczej innego powodu. 
Rozłożyłam się wygodnie na łóżku Harrego i wpatrywałam się w sufit. Rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach, gdy usłyszałam, że dzwoni telefon. Poderwałam się do góry i szybko go odebrałam.
- Słucham? - odezwałam się.
- Czy rozmawiam z Mią? - zapytał głos po drugiej stronie słuchawki.
- Przy telefonie. - odpowiedziałam.
- Chciałem Cię poinformować, że znaleźliśmy osobę odpowiedzialną za zdemolowanie Twojego domu. Został przesłuchany i przyznał się do winy. Trafi za kratki. Nie wiem dokładnie na ile, ale na pewno dowiesz się o tym w swoim czasie. - oznajmił.
- Dziękuję! - wykrzyczałam. - Bardzo się cieszę! - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie ma sprawy. Taką mamy pracę. - zaśmiał się. - Do usłyszenia. - rozłączył się.
Rzuciłam się na łóżko z wielkim uśmiechem na twarzy. Dosłownie wszystko nagle zaczęło się układać i być takie jak być powinno. W końcu czuję się szczęśliwa. Niepotrzebne myśli nie zaprzątają mi głowy. Mogę odetchnąć z ulgą i nie przejmować się niczym. Tylko ciekawe na jak długo. Wiadomo, że nie zawsze będzie kolorowo.
Przysnęłam na jakieś dwie godziny. Śniło mi się, że mieszkałam w krainie kucyków Pony i że na drzewach rosła wata cukrowa. 
Ten jakże piękny sen przerwały mi śmiechy dochodzące zza drzwi. Wstałam leniwie z łóżka, nałożyłam na nogi puchate papucie i przyłożyłam ucho do ściany. To byli Louis i Harry. Poznałam ich po głosach. Wciąż ekscytowali się castingami. 
Lou: Będziemy sławni, zobaczysz! 
Harry: I bogaci!
Lou: I będziemy mieć każdą dziewczynę na zawołanie!
Harry: Akurat tego nie potrzebuję, bo znalazłem już swoją jedyną.
Na mojej twarzy od razu pojawił się wielki uśmiech. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Lou był o nie oparty, więc przewrócił się na mnie. Leżeliśmy na ziemi w dziwnej pozycji. 
- Jestem zazdrosny. - Harry zrobił smutną minę.
- Chętnie pobawię się z Twoją dziewczyną. - puścił mi oczko.
- Nie ma mowy, złaź z niej! - mój chłopak rzucił się na swojego przyjaciela i zdjął go ze mnie. 
Usiadł na nim okrakiem i ograniczył jego ruchy. 
- Teraz możesz napierdzielać go po mordzie poduszkami, pozwalam Ci. - wytknął język.
- Ale ja Ci nie pozwalam! - odezwał się Lou.
- Ty nie masz tu nic do powiedzenia. - Harry zaśmiał się szyderczo.
Wzięłam więc poduszkę i zrobiłam jak kazał mi mój kochany Curly. Lou darł się  wniebogłosy i groził, że jak uda mu się wydostać to będzie z nami cienko. Harry jednak przytrzymywał go tak mocno, że nie mógł nic zrobić. 
Po jakimś czasie ta zabawa nam się znudziła i usiedliśmy sobie na ziemi w kółeczku. Rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. O uczuciach, obawach, marzeniach, przyszłości.
- Już nie mogę się doczekać naszego pierwszego występu na żywo. - ekscytował się Lou.
- Ja również. Musimy się pokazać z jak najlepszej strony i zdobyć serca publiczności. - mówił Harry.
- Was się nie da nie kochać. - oznajmiłam z szerokim uśmiechem na twarzy.
Nasze posiedzenie przerwała moja mama, która chciała porozmawiać ze mną na jakiś podobno poważny temat. Pokierowałyśmy się do salonu i usiadłyśmy na przeciwko siebie. 
- Słuchaj córciu. - zaczęła. - Nie jestem w stanie przy moich zarobkach doprowadzić naszego domu do stanu, w jakim był przed tym incydentem. - posmutniała. - Dostałam trochę pieniędzy z ubezpieczenia, ale to wciąż za mało. - wykrzywiła się. - Postanowiłam więc, że będę szukać nowej pracy, gdzie dostawałabym większe wynagrodzenie. - usiadła obok mnie. 
- Rozumiem... - zamyśliłam się. - Trzymam kciuki. - dodałam i objęłam ją.
- Dziękuję, kochanie. - uśmiechnęła się lekko. - Do czasu, aż znajdę jakąś przyzwoitą pracę, będziemy mieszkać tutaj, o ile Pani Styles nam na to pozwoli. - zaśmiała się. - No już, możesz wracać do kolegów. - ucałowała mnie w czoło i pokierowała się do kuchni.
Gdy weszłam do pokoju, zastałam Harrego i Lou w dość dziwnej sytuacji. Przytulali się do siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. 
- Ekhm... - odkaszlnęłam.
- To nie to, co myślisz. - Harry wyrwał się z jego uścisku.
- Nie! To jest dokładnie to co myślisz. - wtrącił się Lou. - Tęsknie za moim Hazziątkiem. Już tak dawno się nie przytulaliśmy, ani nie okazywaliśmy sobie żadnej czułości. - Lou zrobił smutną minę i pociągnął nosem. - Odbierasz mi go! - krzyknął po czym zaczął się śmiać. Ja i Harry również wybuchliśmy śmiechem. 
Postanowiłam opowiedzieć im wreszcie o telefonie, który dostałam z policji. Harry bardzo się ucieszył na wieść o tym, że ten psychopata już więcej nie zagraża mojemu bezpieczeństwu. Dla mnie jednak najważniejsze było to, że odpowie za swój straszny czyn i trafi za kratki. Będzie wtedy miał bardzo dużo czasu, aby przemyśleć swoje tragiczne zachowanie. 
- A właśnie. - zaczęłam nagle. - Od kiedy ty jesteś z Cornelią? - spojrzałam na niego podejrzliwie. 
- Od kilku dni. - odpowiedział i spojrzał się w inną stronę.
- Jak to się stało? - dopytywałam. - Corn wcale nie wyglądała na zakochaną w Tobie. - próbowałam złapać z nim kontakt wzrokowy.
- Jak można mnie nie kochać? - zarzucił włosami. - Przecież ja jestem taki uroczy. - uśmiechnął się słodko. - A tak poważnie to...jakoś samo z siebie...tak wyszło. Długa historia. - przygryzł wargi.
- Uuu... - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Zaczynam się chyba domyślać. - szturchnęłam go w ramię.
- Oh...nie ważne. - na jego policzkach pojawiły się dwa rumieńce.
Nagle Lou dostał telefon od mamy, że musi wracać do domu i jej w czymś pomóc. Zostałam więc wreszcie sama z Harrym. Nie robiliśmy właściwie niczego szczególnego. Obejrzeliśmy kilka dobrych filmów, po okazywaliśmy sobie trochę czułości i tak minęła nam reszta dnia. Dzisiaj również spaliśmy w jednym łóżku, ale tym razem nic między nami nie zaszło.

Jest sobota. Znów nie trzeba iść do szkoły. Spałam więc jak najdłużej się tylko dało i obudziłam się akurat na obiad. Najdziwniejsze było to, że Harry wstał wcześniej niż ja. Zazwyczaj to on jest tą "śpiącą królewną". 
Pani Styles przygotowała bardzo smaczny posiłek. Nie zjadłam wszystkiego, bo po kilku kęsach rozbolał mnie brzuch. Wzięłam tabletkę i położyłam się na chwilę na kanapę w dużym pokoju. Za moment jednak poczułam odruch wymiotny i czym prędzej pobiegłam do łazienki. Udało mi się zwymiotować wprost do kibelka. Poczułam ulgę. Wzięłam głęboki oddech i jak gdyby nigdy nic, wróciłam do kuchni. Przetarłam usta chusteczką, napiłam się wody i dokończyłam obiad. 
Właściwie to nie miałam planów na dzisiejszy dzień. Pewnie jak co weekend będę siedzieć przed telewizorem bądź komputerem i nie będę robić niczego pożytecznego. Właściwie to tak by było, gdybym była teraz w swoim domu. Mieszkając z Harrym raczej nie będę się nudzić i z łatwością znajdziemy sobie jakieś zajęcie. I nie mam tu na myśli tylko nieprzyzwoitych rzeczy. 
- Myślę, że powinnaś dziś gdzieś wyjść z Cornelią. - zaproponował nagle Harry.
- A co...chcesz się mnie pozbyć? - spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Nie...ale-
Jego wypowiedź przerwał dźwięk dzwonka w moim telefonie. Spojrzałam na wyświetlacz. To była Cornelia. Posłałam Harremu znaczące spojrzenie, a on tylko niewinnie się uśmiechnął. Odebrałam telefon.
- Cześć skarbie, wychodzimy dzisiaj na zakupy? - zapytała.
- Właściwie to możemy. - odpowiedziałam po chwili zastanowienia się.
- Będę u Ciebie za godzinę, szykuj się. - oznajmiła po czym rozłączyła się.
Cornelia przyszła po mnie punktualnie. Nie zdążyłam się nawet do końca ogarnąć, ale ona nalegała, abyśmy już wyszły z domu. Odwiedziłyśmy chyba wszystkie największe galerie w mieście, a ona wciąż nie miała dosyć. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu, od kawiarni do kawiarni, od pizzerni do pizzerni. Nogi mi po prostu odpadały. Chciałam już wrócić do domu. Jednak z niewiadomych powodów mi na to nie pozwalała i wymyślała kolejne miejsca, w które jej zdaniem powinnyśmy się udać. Właściwie to i tak nie miałabym pewnie, co robić w domu, jednak byłam strasznie wykończona. Spuchły mi stopy i nie miałam najmniejszej ochoty kontynuować naszej "wycieczki krajoznawczej". Postawiłam jej się więc i po długim namawianiu wreszcie stwierdziła, że powinnyśmy wracać. Złapałyśmy pierwszą taksówkę i pokierowałyśmy się w stronę domu. Wysiadając z samochodu Cornelia jedynie uścisnęła mnie na pożegnanie i szepnęła mi do ucha: baw się dobrze. 
Nie za bardzo wiedziałam, co to ma znaczyć, ale już wcześniej domyśliłam się, że wspólnie coś z Harrym kombinują. Nie mam jednak pojęcia co.  
Weszłam do domu i już na wejściu zadziwiła mnie pewna rzecz. Mianowicie podłoga była usłana płatkami czerwonych i białych róż, a na nich były strzałki, stworzone z małych, różowych świeczek w kształcie serduszek, które prowadziły jak przypuszczam do pokoju Harrego. Gdy szłam w wyznaczoną stronę, moje oczy napotkały czerwoną kartkę, zawieszoną na klamce od drzwi salonu. Zdjęłam ją i przeczytałam jej treść: Idź za strzałkami, na końcu drogi czeka Cię niespodzianka. ~ Harry.
Na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech. Czułam ekscytację i jak najszybciej chciałam dotrzeć do celu i zobaczyć cóż to za niespodziankę mój wspaniały Loczek przygotował. 
Przekroczyłam próg pokoju Harrego i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to ogromny miś, prawie mojego wzrostu, na którym było napisane: HUG ME. Następnie spojrzałam w prawo. Ujrzałam pięknie nakryty stół, na którym stał szampan, a obok niego świecznik z czterema dużymi świeczkami. W pomieszczeniu unosił się zapach wanilii. Mój ulubiony zapach. Cały pokój był przyozdobiony różnego rodzaju świeczkami, wyciętymi z kolorowych kartek serduszkami, czerwonymi serpentynami. 
Zastanawiałam się po co właściwie Harry to wszystko urządził. Czy dziś jest jakiś wyjątkowy dzień? Nic nie przychodziło mi do głowy.
Nagle, na stole ujrzałam kolejną czerwoną karteczkę. Rozłożyłam ją. Treść kartki była następująca: Usiądź wygodnie i czekaj, aż Twój książę z bajki przybędzie na swym wiernym, białym rumaku. ~ Harry. Czytając to mało co nie udławiłam się własną śliną. Może i jest moim księciem, ale z rumakiem to przesadził. 
Zrobiłam więc to, co było napisane na karteczce. Usiadłam do stołu i czekałam. Oparłam głowę na ręce i patrzałam się tępo w ekran mojego telefonu. Potem zaczęłam rozglądać się po pokoju i mój wzrok znów napotkał tego ślicznego misia. Wzięłam go na ręce i usadziłam obok siebie.
- Kto jest słodkim misiem? - złapałam go za łapki. - Ty jesteś! - wskazałam na niego.
W tym momencie usłyszałam charakterystyczne skrzypienie drzwi. Podniosłam wzrok i ujrzałam Harrego. Uśmiechał się od ucha do ucha i trzymał w dłoniach bukiet czerwonych róż. Był ubrany w granatową marynarkę, beżowe rurki i białe trampki. Wyglądał na prawdę uroczo. 
- Widzę, że miś dotrzymał Ci towarzystwa. - pocałował mnie we włosy i wręczył mi kwiaty. - Wybacz, że tak długo, ale musiałem załatwić jeszcze jedną ważną sprawę. - dosiadł się do stolika. - Jak Ci się podoba wystrój pokoju? - zapytał.
- Cudowny. Tylko nie mam pojęcia z jakiej okazji to wszystko przygotowałeś. - zmieszałam się.
- Jak to nie wiesz? Dzisiaj mija miesiąc od kiedy jesteśmy razem, głuptasie. - zaśmiał się słodko.
- Ale jestem głupia. - stuknęłam się w głowę.
Zupełnie o tym zapomniałam. Fakt, że szczęśliwi czasu nie liczą, ale wypadałoby pamiętać takie ważne daty.
- Może szampana? - Harry zalotnie się uśmiechnął.
- Chętnie. - przysunęłam się do stolika.
- Wypijmy za naszą miłość. - powiedział podnosząc w górę kieliszek.
Wymieniliśmy się pełnymi czułości spojrzeniami i zaczęliśmy jeść wcześniej przygotowane jedzenie, które właściwie już trochę wystygło, ale wciąż było zdatne do jedzenia.
- Nie wierzę, że zrobiłeś to wszystko dla mnie. - wycedziłam nagle.
- A więc uwierz. - podniósł się do góry, podszedł do mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Ku mojemu zdziwieniu nie wrócił na miejsce, ale przyklęknął na jednym kolanie i szukał czegoś w kieszeni. 
Zrobiłam wielkie oczy i czekałam na to co się za chwile wydarzy.
Harry odnalazł w kieszeni małe, czerwone pudełeczko.
- Zacznijmy od tego, że to nie będą oświadczyny, bo chyba jesteśmy na to jeszcze troszkę za młodzi. - zaśmiał się, a ja odetchnęłam z ulgą. - Mimo to, chciałem podarować Ci ten pierścionek, żeby zawsze przypominał Ci o mnie. - wyciągnął go z pudełeczka. - Proszę, nie zdejmuj go nigdy. - założył go na mój palec. - Kocham Cię. - delikatnie musnął moje usta. 
- Ja Ciebie też. - spojrzałam w jego oczy, w których można było dostrzec wyraźne szczęście i tańczące iskierki radości.
Ten wieczór był po prostu idealny. Chyba nikt, nigdy nie zrobił dla mnie czegoś podobnego. Harremu na prawdę musi na mnie zależeć, skoro tak bardzo się stara i robi dla mnie te wszystkie wspaniałe rzeczy. Mimo wszystko wciąż przeraża mnie perspektywa tego, że pewnego dnia może wrócić mu pamięć, a wtedy nie wiadomo, co się stanie i nie wiadomo jak będzie się zachowywał. Może wtedy zrozumie, że wcale mnie nie kocha i nie będzie chciał, żebyśmy byli razem? Chyba nie powinnam sobie w tak pięknej chwili zaprzątać głowy takimi smutnymi scenariuszami, jednak codziennie o tym myślę, to po prostu nie daje mi spokoju.

Wybaczcie, że tak długo nie dodawałam rozdziałów...
Jakoś nie mogłam się do tego zebrać. 
Stwierdzam iż podoba mi się ten rozdział, ale chcę poznać waszą opinię. :D
Komentarze mile widziane. (;
Jak ktoś chce to followujcie mnie na twitterze -> @BieberDialogues (;
Pozdrawiam i do następnego. ♥

czwartek, 16 lutego 2012 79 Comments

« Starsze posty

O mnie

Moje zdjęcie
Agata. (;
I'm just a ordinary girl. (:
Wyświetl mój pełny profil

Archiwum

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.