Rozdział 20.

Od dwóch tygodni non stop przesiaduję w szpitalu, podobnie jak reszta przyjaciół, z tym, że gdy robi się już na prawdę późno, oni wracają do domów. Ja nie. Nie opuszczam Harrego na krok. Jestem cholernie wyczerpana. Najchętniej położyłabym się w swoim miękkim łóżeczku, okryła cieplutką kołdrą i wreszcie spokojnie zasnęła. Jednak nie mogę. Muszę tutaj przy nim być. W każdej chwili może się obudzić. Chcę wtedy być przy nim. Chcę zobaczyć jak będzie zachowywał się w stosunku do mnie. Chcę wiedzieć czy sobie wszystko przypomniał...

***

- Mia...Mia... - szeptał jakiś znajomy głos. - Obudź się, Mia.
Otworzyłam oczy, ale za chwilę z powrotem je zamknęłam. Oślepiło mnie białe światło. Było wszędzie. Otaczało mnie z każdej strony. Ukucnęłam na ziemi. Wlepiłam wzrok w podłogę, a gdy go uniosłam, światło wydało się mniej intensywne. Powoli wstałam. Rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam niczego, po za białą, niekończącą się odchłanią. Poczułam nagle czyjąś obecność. Niezwykłe zimno otoczyło moje ciało. Nie wiedziałam, co się dzieje.
- Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś? - szukałam wzrokiem osoby, która wcześniej do mnie mówiła.
- Nie poznajesz mnie, Mia? - światło się nasiliło.
- Harry...? - przede mną pojawiła się postać Harrego.
Był cały ubrany na biało. Otaczała go jakaś dziwna poświata. Jedynymi szczegółami, które wyróżniały się wśród otaczającej mnie bieli, były jego zielone oczy. To właśnie po nich go poznałam.
- Gdzie ja jestem? - ponowiłam pytanie.
- Czy to ważne? - zapytał. - Sprowadziłem Cię tutaj, bo chcę Ci coś powiedzieć. - zniknął i zmateralizował się w innym miejscu. - Jako, że nie jestem teraz w stanie, mówić do Ciebie poprzez moje ciało, będę mówił poprzez myśli. - pojawił się nagle za mną. - Myślisz, że nie wiem, co się wokół mnie dzieje, prawda? - poczułam nagle zimny powiew powietrza. - Wiem. Doskonale. Widzę jak się męczysz. - chciał mnie dotknąć, ale jego dłon przeszła przez moje ciało. - Posłuchaj mnie teraz uważnie. - pojawił się przede mną.
Teraz dokładnie widziałam jego twarz. Uśmiechał się do mnie i patrzył na mnie tym wzrokiem, który zawsze przeszywa mnie na wylot. Jego ciało natomiast było zniekształcone. Było widać ręce i tułów, ale nogi były rozmazane. Miałam wrażenie, że unosi się nade mną.
- Kocham Cię, Mia. Bez względu na wszystko. Nigdy Cię nie opuszczę, rozumiesz? Nigdy. To czy odzyskam pamięć, czy nie...to nie jest istotne. Ty zawsze byłaś dla mnie ważna. To się nie zmieni. - jego twarz zaczęła się do mnie przybliżać. - Nie mogłem patrzeć na to, jak cierpisz. Dlatego sprowadziłem Cię tutaj. - uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę dłoń. 
Chciałam go za nią złapać, ale niestety, moje ciało przeniknęło przez niego. Posmutniałam.
- Uśmiechnij się. Wszystko będzie dobrze. Nie musisz się już martwić. 
- Ale...
- Proszę. Uwierz mi. - moje ciało otoczyło dziwne ciepło. 
Postać Harrego zaczęła się oddalać.
- Zaczekaj! - krzyknęłam. - Skąd mam wiedzieć, że po przebudzeniu...nie zostawisz mnie?
- Nie zostawię. Daję Ci moje słowo. Nosisz w sobie cząstkę mnie...
- Cząstkę Ciebie? 
- Niedługo zrozumiesz... - oddalał się coraz bardziej.
- Nie zostawiaj mnie...

***

- Mia! Obudź się! - usłyszałam znajomy głos i poczułam, że ktoś lekko mnie szturcha.
Otworzyłam leniwie jedno oko. Potem drugie. Byłam w szpitalu. Odruchowo spojrzałam w stronę łóżka Harrego. Wciąż był nieprzytomny. 
- Nie możesz cały czas przebywać w tym szpitalu. Musisz wrócić do domu i odpocząć. Będę tu czuwał za Ciebie i od razu dam Ci znać, gdyby się przebudził. Obiecuję. - Liam usiadł obok mnie i czule pogładził mnie po plecach.
- Ni-
- Nawet nie próbuj zaprzeczać. - zatkał mi usta. - Louis i Cornelia czekają na zewnątrz. Wracasz z nimi do domu i bez dyskusji. - chwycił moją kurtkę i pociągnął mnie w stronę wyjścia z sali, w której leżał Harry.
Nie byłam nawet w stanie mu się postawić. Byłam na prawdę zmęczona. Ledwo trzymałam się na nogach. Ostatni raz jeszcze, spojrzałam na bladą twarz Harrego i zostałam zaciągnięta przez Liama do windy. Zjechaliśmy na dół, gdzie czekali już Lou i Cornelia. Przyjaciółka podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Pomogła mi dojść do samochodu. Usiadłam na tylnych siedzeniach i pomachałam Liamowi na pożegnanie. Odjechaliśmy. Patrzałam jak za mną znika szpital...
Wgapiałam się w okno. Padał deszcz. Krople wody powoli spływały po szybach. Warunki do jazdy nie były najlepsze. 
Do mojej głowy powrócił nagle obraz z tego dziwnego snu. Poczułam przeszywający ból. Syknęłam cicho i wzięłam głęboki oddech. Próbowałam przypomnieć go sobie do końca i poskładać w jakąś całość. Niestety im wiecej sobie przypominałam, tym bardziej zaczynała boleć mnie głowa. W pewnym momencie ten ból, był już nie do zniesienia. Jakby ktoś bardzo chciał, żebym jednak zapomniała o tym śnie...
Wiedziałam, że było w nim coś ważnego. Czułam to, dlatego tak bardzo starałam się sobie przypomnieć. Jednak na próżno.
Dotarliśmy pod dom Stylesów. Lou i Corn chcieli ze mną zostać i dotrzymać mi towarzystwa. To miło z ich strony, ale odmówiłam. Chciałam teraz pobyć trochę sama. Zrozumieli.
W domu nikogo nie było. Widocznie pani Styles znów zabrała moją mamę do swojej pracy. Mama jak na razie tylko tam dorabia. Nie dostała tam stałej posady. Szuka pracy, ale jest jej ciężko. Żyjemy na łasce Anne. Gdyby nie ta kobieta, to nie wiem co by z nami było. Mimo wszystko mam nadzieję, że moja mama w końcu znajdzie jakąś dobrą pracę, doproadzimy nasze mieszkanie do porządku i będziemy znów żyć tak jak dawniej. W tym domu jest na prawdę cudownie i uwielbiałam budzić się i zasypiać u boku Harrego...jednak nie ma to jak swoje własne gniazdko.
Zaszyłam się w pokoju, który dzielę z Harrym. Położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa na kolana i zaczęłam przeglądać portale społecznościowe i inne strony, które reguralnie odwiedzam. Zalogowałam się na twittera. Większość osób, które obserwowałam, nie znałam osobiście. Dzieliliśmy po prostu wspólne zainteresowania i takim sposobem się poznawaliśmy. Zauważyłam na moim timeline kilka wiadomości, dotyczących tego, że zbliża się pierwszy odcinek x-factora, że nie mogą się go doczekać i że chcą zobaczyć w akcji niejaki zespół: One Direction. - Widzę, że mają pierwszych fanów. - powiedziałam do siebie po cichu i zaśmiałam się. 
Dodałam kilka tweetów, zaaktualizowałam swoje zdjęcie profilowe na facebooku i wyłączyłam laptopa. Odłożyłam go na biurko i wróciłam na łóżko. Nagle gorzej się poczułam. Zakręciło mi się w głowie i zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do łazienki. Niestety nie zdążyłam do niej dobiec. Zwymiotowałam na podłogę. To nie był pierwszy raz, gdy ni stąd ni zowąd pojawiały się u mnie nudności. Zaczęło mnie to poważnie zastanawiać. Postanowiłam, że chyba będę musiała udać się do lekarza. 
Posprzątałam swoje wymiociny i zdecydowałam, że spróbuję pospać chociaż kilka godzin. Ułożyłam się wygodnie i nakryłam się kołdrą. Byłam na prawdę wykończona. Niestety nie dałam rady zasnąć. Przewracałam się z boku na bok. Układałam się w najróżniejszych i najbardziej wymyslnych pozycjach. Milion razy zmieniałam położenie mojej poduszki. I nic. Nie zmróżyłam oka. 

*4 dni później*
Obudził mnie dźwięk nadchodzącego sms-a. Poderwałam się na proste nogi i odszukałam w torebce moją komórkę. 
/Tak jak obiecałem, informuję Cię, iż Harry się przebudził. Nie musisz tu przyjeżdżać. Masz wypoczywać. Zostanę tu z nim./ ~ Liam.
Moje oczy momentalnie napełniły się łzami. Tym razem nie smutku, a wielkiego szczęścia, że po ponad dwóch tygodniach, wreszcie się przebudził. Zbiegłam na dół najszybciej jak potrafiłam, założyłam pierwsze lepsze buty, narzuciłam na siebie bluzę i wyszłam z domu. Złapałam taksówkę i pojechałam oczywiście do szpitala.
Dotarłam na miejsce. Wysiadłam z pojazdu i stanęłam przed ogromnym szpitalnym budynkiem. Poszułam, jak kolana mi miękną, a serce wali jak oszalałe. Pokierowałam się w stronę drzwi. Niepewnie weszłam do środka. Nacisnęłam guzik i czekałam na windę. Minuty niesamowicie mi się dłużyły. Chciałam już być przy nim. Winda dotarła. Ze wszystkich stron, były w niej lustra. Korzystając z okazji, zaczęłam się przeglądać. Wyglądałam na prawdę fatalnie. Worki pod oczami, zero makijażu, nie do końca uczesane włosy, w ogóle nie pasujące do siebie ciuchy. Harry się przestraszy, gdy mnie zobaczy, ale chyba nie mój wygląd jest teraz najważniejszy. 
Dotarłam na 3 piętro. Pokierowałam się do sali numer 666. Stanęłam przed drzwiami. Chwyciłam niepewnie klamkę. W tym momencie zawachałam się, czy wchodzić do środka czy nie. Wzięłam głęboki oddech i lekko uchyliłam drzwi. Wślizgnęłam się do środka. 
Harry siedział. Jedna z pielęgniarek pomagała mu napić się wody, druga zmieniała mu kroplówkę, a trzecia pościel. Liam siedział z boku i trzymał swojego przyjaciela za rękę. 
Na palcach pokierowałam się w ich stronę. Nawet mnie nie zauważyli. Odchrząknęłam.
- Mia! - Liam zauważył mnie. - Miałaś odpoczywać! - wstał i ruszył w moją stronę.
- Musiałam tu przyjechać... - wydyszałam. - Jak on się czuje? Wróciła mu pamięć? - mówiłam szeptem i miałam nadzieję, że odpowie mi, że sobie nie przypomniał.
- Porozmawiaj z nim. - puścił mi oczko i popchnął mnie w jego stronę, a sam wyszedł z pomieszczenia.
Pielęgniarki od razu zrozumiały, że chcemy mieć chwile dla siebie i również opuściły salę. Usiadłam na miejscu, które wcześniej zajmował Liam. Wgapiałam się w zmęczoną i bladą twarz Harrego. Złapałam z nim kontakt wzrokowy. Wpatrywaliśmy się w siebie, ale żadno z nas jakoś nie bardzo wiedziało jak podjąć rozmowę.
Nagle Harry złapał mnie za rękę. Poczułam przeszywający ból, który rozlał się po całym moim ciele. Puściłam jego dłoń i złapałam się za głowę.
- Mia, coś nie tak? - zapytał słabym głosem.
W mojej głowie zaczęły nagle po kolei pojawiać się sceny z tamtego snu. Ból rozrywał moją głowę. Przez chwilę straciłam świadomość. Mój mózg zwariował, a zmysły oszalały. Nie potrafię opisać tego, co wtedy czułam. 
I wtedy...wszystko sobie przypomniałam. Każdy szczegół tego snu nagle był jakiś taki dziwnie wyraźny. Pamiętałam każde słowo, które Harry do mnie w nim wypowiedział. Ból ustąpił.
- Mia... - wyszeptał.
- Wybacz. Jestem zmęczona. - otarłam pot spływający po moim czole.
- Nie powinnaś się tak przemęczać. Wracaj do domu. Możemy porozmawiać później...
- Nie. Zbyt długo się męczyłam i żyłam w niepewności. - mówiłam stanowczym tonem. - Masz mi coś do powiedzenia?
- Ja...wszystko już pamiętam...
Poczułam jak w moim gardle tworzy się gula, a oczy wypełniają się łzami. To były słowa, których tak bardzo nie chciałam usłyszeć. Dałabym wszystko, żeby ich nie usłyszeć...
- Rozumiem...więc chyba nic tu po mnie. - wydukałam i podniosłam się z miejsca.
- Nie! Zaczekaj! - chwycił mnie za nadgarstek i ostatkiem sił pociągnął w swoją stronę.
- Po co? Chcesz mnie jeszcze bardziej dobić? - mój głos drżał.
- Rozmawiałem o tym wszystkim z Liamem. Dzięki niemu przejrzałem na oczy. Pomógł mi podjąć słuszną decyzję...
- Jaką decyzję?
- Nie chcę niczego między nami zmieniać. Kocham Cię. Zawsze kochałem i zawsze będę kochać. - pogładził moją dłoń.
Uczucie, które mnie ogarnęło, było nie do opisania. Czułam wielką ulgę. Ogromny kamień, który ciążył na moim sercu przez długi czas, wreszcie z niego spadł. Miałam ochotę rzucić się na niego i wyściskać go ze wszystkich sił. Ze względu na to, że był jeszcze słaby i podłączony do tych wszystkich aparatur, nie zrobiłam tego.
- Dlaczego wyglądasz na zdziwioną? Nie pamiętasz co Ci mówiłem? "Kocham Cię. Bez względu na wszystko. Nigdy Cię nie opuszczę. Nigdy." - uśmiechnął się lekko. - Coś Ci to mówi?
Totalnie mnie zatkało. Chciałam coś powiedzieć, ale nawet nie wiedziałam co. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego sensownie brzmiącego zdania. Siedziałam z otwartą buzią i byłam po prostu w wielkim szoku. Zastanawiałam się teraz tylko nad tym, co za jebane telepatyczne zdoloności posiada ten chłopak.
Nasze posiedzenie przerwał lekarz. Powiedział, że na dzisiaj koniec odwiedzin i że skoro Harry się przebudził, to musi wykonać na nim jeszcze kilka badań. Kazał przyjść mi jutro i mówił, że póki co, stan Harrego jest dobry i nie mam się o co martwić. Pokiwałam jedynie głową na znak, że zrozumiałam, co do mnie powiedział i wyszłam z sali.
W drodze do domu, wciąż jeszcze nie ogarniałam. Cały czas zadawałam sobie pytanie "Jak to możliwe?". To było zdecydowanie najdziwniejsze, co mi się w życiu przydażyło. 
Gdy wróciłam do domu, pani Styles i moja mama, siedziały w kuchni i głośno rozmawiały. Anne, gdy mnie zobaczyła, od razu pobiegła w moją stronę i powitała mnie długim uściskiem. Zapytała czy już wiem o tym, że Harry się przebudził. Wytłumaczyłam jej, że właśnie od niego wracam i że jeśli będzie chciała to może jutro ze mną do niego pojechać. Od razu się zgodziła. Dawno nie widziałam jej takiej radosnej. Wcześniej też nie bardzo okazywała swój smutek, starała się być silna, ale było widać, że coś od środka ją gryzło. Dobrze, że już po wszystkim.
Poinformowałam resztę o tym, że Harry się przebudził i umówiłam się na jutro na mały wypad Cornelią. Musiałam z kimś porozmawiać. Rozpierało mnie niesamowite szczęście. Tak bardzo się martwiłam, że po tym jak odzyska pamięć, wszystko się zmieni, moje życie wywali się do góry nogami, nic już nie będzie takie jak przedtem...ale niepotrzebnie. Jakimś cudem wszystko dobrze się ułożyło. Może to prawda, że "prawdziwa miłość zwycięży wszystko".

Rano oczywiście pojechałam do Harrego, razem z jego i moją mamą. Nie mieliśmy zbytnio czasu, żeby porozmawiać. Anne cały czas była w pobliżu i dopieszczała swojego syna. Ja trzymałam się trochę z boku i tylko im się przyglądałam. Wyglądał na na prawdę radnosnego. Cieszyłam się widząc jak mu się polepsza. Co jakiś czas łapalismy chwilowy kontakt wzrokowy i posyłaliśmy sobie niewinne uśmiechy. Na tym się skończyło. Czas odwiedzin minął. Lekarz znów porwał Harrego na badania. Wróciliśmy do domu. Dzisiaj miałam zaplanowany wypad z Cornelią. Przebrałam się i zrobiłam sobie mocniejszy makijaż. Teraz tylko czekałam na moją przyjaciółkę, która jak zwykle pojawiła się punktualnie. Wybrałyśmy się na małe zakupy. Potem spacerowałyśmy po parku i wtedy wszystko dokładnie jej opowiedziałam. Pomijając historię z tym dziwnym snem. Uważałam, że pewnie uzna mnie za jakąś niestabilną psychicznie, gdy jej o tym opowiem. Cieszyła się razem ze mną. Na początku była przeciwna mojemu związkowi z nim, ale teraz chyba zrozumiała, że na prawdę nam na sobie zależy i na prawdę się kochamy. 
Jej związek z Lou też całkiem dobrze się układa. Gdy zaczęła mi opowiadać o ich przygodach w różnych miejscach publicznych, tylko otwierałam oczy ze zdziwienia. Nie wiedziałam, że z tego Louisa takie dzikie zwierzę. Ale, żeby robić to w restauracji? Nawet jeśli siedzieli przy stoliku gdzieś w kącie, daleko od ludzi...to czy to nie jest lekka przesada? Najwyraźniej kręcą ich takie przygody. Może kiedyś ja i Harry też spróbujemy...
Zatrzymałyśmy się w małej kawiarni. Usiadłyśmy do dwuosobowego stolika i złożyłyśmy zamówienia. Nagle dostrzegłam znajomą sylwetkę, która wchodziła właśnie do środka kawiarni. To była Maria w asyście jakiegoś nieźle napakowanego kolesia. Cornelia na jej widok zaczęła trzęść się ze złości. Zacisnęła ręce w pięści. Starałam się ją uspokoić. Nie chciałam, żeby zrobiła coś głupiego. Maria może być niebezpieczna. No, może nie sama ona...a jej znajomi. 
- No proszę. Kogo my tu mamy... - przystanęła przy naszym stoliku.
- Cześć. - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Jak tam Twój chłoptaś? - zapytała, śmiejąc się szyderczo.
- Wszystko z nim w porządku. - starałam się zachować spokój, chociaż gotowało się we mnie niesamowicie.
- Nieźle się wtedy zajarał... - znów głośno się zaśmiała.
- Ale-
- Dosyć! - Corn wtrąciła mi się w słowo. - Jeżeli szukasz przyjaciół to od razu Ci mówię, że tu ich nie znajdziesz, więc oszczęć sobie tej śmiesznej gadki i zejdź mi z oczu. - Corn starała się być opanowana, ale już nie wiele brakowało, żeby na prawdę wybuchła.
- Cornelia...Cornelia...mała, głupia Cornelia... - pogładziła ją po włosach.
- Nie dotykaj mnie! - syknęła.
- Mimo wszystko, ja Cię lubię. - wyczuwałam w jej głosie nutkę ironii. - Nie wiem czemu przestałyśmy się przyjaźnić...zawsze można to zmienić... 
- Nigdy w życiu. - Cornelia zaśmiała się głośno. - Nie potrzebuję Twojej przyjaźni. 
- Wolisz prowadzać się z Mią? - spojrzała na mnie i zmierzyła mnie wzrokiem. - Oj, nisko upadłaś...
- Nisko upadłam, zadając się z Tobą! - wrzasnęła.
- Maria, proszę...daj spokój. Idź już sobie i zostaw nas. - wtrąciłam się.
- Pytał Cię ktoś o zdanie? Tylko tu zawadzasz, więc...tam są drzwi. - wskazała ręką na drzwi.
W tym momencie już nie wtrzymałam. Ogarnęła mnie okropna złość. Za kogo ona się uważa, żeby tak się do mnie zwracać? Nie pozwolę jej na to. Może i kiedyś dałabym sobą pomiatać, ale teraz nie. Zmieniłam się.
Stanęłam na przeciwko niej. Spojrzałam jej w oczy. Zamachnęłam się i z całej siły ją spoliczkowałam. Maria była oszołomiona. Trzymała się za policzek, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. 
- Nie powinnaś tego robić... - wysyczała.
Zamachnęła się, żeby mi oddać, ale zwinnie ominęłam jej cios. Zaczęłyśmy szarpać się za włosy, za ubrania, drapać, a nawet gryźć. Cornelia próbowała nas rozdzielić, ale jej się to nie udało. Popchnęłam Marię na stolik. Wszystko, co się na nim znajdowało wylądowało na podłodze. Ludzie zebrali się wokół nas i nas dopingowali. Zaczęli nawet obstawiać, która z nas wygra. Znikąd pojawił się chłopak, który przyszedł wcześniej z Marią. Dopiero jemu udało się nas rozdzielić. Potem pojawiła się ochrona i ludzie odpowiedzialni za ten lokal. Chcieli zadzwonić na policje, ale udało nam się jakoś z nimi ugadać. Nie chciałam, żeby mnie aresztowali. Wolałam już zapłacić za wyrządzone szkody. Krucho teraz u nas z pieniędzmi, ale mam trochę oszczędności, które zbierałam na czarną godzinę, więc mam nadzieję, że wystarczą. Zostałyśmy wyrzucone z kawiarni i dostałyśmy oficjalny zakaz przychodzenia tu.
Chyba trochę mnie poniosło...czy było mi to potrzebne?
 
Witajcie, kochani! :D
Wczoraj naszła mnie wena, więc od razu postanowiłam nabazgrać jakiś rozdział. Uważam, że nie jest nawet taki zły. Bywały gorsze. ;D
Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zadawajcie je na formspringu -> http://www.formspring.me/xGuskax albo moim twitterze -> @BieberDialogues
Czekam na wasze opinię na temat rozdziału. :)
Pozdrawiam i do następnego. ♥

wtorek, 10 kwietnia 2012

201 responses to Rozdział 20.

«Najstarsze   ‹Starsze   201 – 201 z 201   Nowsze›   Najnowsze»
  1. Erenai says:

    Serdecznie zapraszam na nowego bloga, na którym już pojawił się prolog. :)
    Link do strony: http://you-took-my-heart-bvb-fanfiction.blogspot.com/
    Link do zwiastunu: https://www.youtube.com/watch?v=u1k3i8yOIcY
    Walka o władzę na świecie, nie zostaje rozstrzygnięta. Panująca do tej pory piątka mężczyzn opada z sił, a ich odwieczny wróg - F.E.A.R., wręcz przeciwnie. Żadna ze stron nie zamierza jednak odpuścić. Wszechogarniający chaos staje się, coraz bardziej groźny, ale do czasu. Osiemnastoletnia Destiny - ulubienica samego Lucyfera, zostaje wysłana na ziemię by rozwiązać krwawy konflikt. Z rozkazu Pana Ciemności, udaje się na stronę dotychczasowych władców zwanych Wild Ones, którzy przyjmują ją z nieskrywaną radością. Istnieje jednak wyjątek. Andy Biersack podchodzi sceptycznie do upadłej anielicy i widocznie nie zamierza zmienić swojego zdania. Czas, ku zaskoczeniu wszystkich, powoduje, że Destiny oraz Prorok zaczynają odczuwać, dotąd nieznane sobie emocje. Co stanie się, kiedy Lucyfer, mający do tej pory nadzieję na wspólną przyszłość z podwładną, odkryje prawdę? Jak postąpi niedoświadczona anielica, gdy dojdzie do ostatecznej bitwy pomiędzy Wild Ones, a F.E.A.R.'em? Czy będzie miała w niej swój udział, tak jak planowano od początku?
    Pozdrawiam. :)

«Najstarsze ‹Starsze   201 – 201 z 201   Nowsze› Najnowsze»

Prześlij komentarz

O mnie

Moje zdjęcie
Agata. (;
I'm just a ordinary girl. (:
Wyświetl mój pełny profil

Archiwum

Obserwatorzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.